wtorek, 29 października 2013

Part.5 †

- To prawda, że przespałaś się z Beberem? – ściszyła na końcu. Czy ona już doszczętnie zwariowała?! Pojebało ją.
- Co?! – wyrwałam zdziwiona.
- On sam to powiedział. – spojrzała na mnie zdenerwowanym wzrokiem.
To o to wszystkim chodzi. To dlatego wszyscy patrzą na mnie jak bym co najmniej kogoś zabiła.
To nie możliwe.
Nie miał powodu, żeby rozsiać taką plotkę.
Dupek.
Nagle rozległ się dzwonek. Nie odzywając się ruszyłam w stronę klasy. I tak już było późno, nie zdążyłam na tak zwane sprawdzanie obecności.
- Julie, ale powiedz mi, czy to prawda. – Rox złapał mnie za nadgarstek.
- Pogięło Cię! – wyrwałam się z jej uścisku i spojrzałam na nią. – Nie, to nie prawda. – ściszyłam na końcu i weszłam do klasy. Wszyscy ucichli i patrzyli na mnie z pogardą.
Kurwa zabiję gnojka!
- Zajmijcie miejsca. – do klasy wszedł Pan Bailey. O dziwo na twarzy miał wymalowany ohydny uśmiech. Zajęłam swoje miejsce, zastanawiając się, czy to prawda. Czy naprawdę Justin rozpowiedział taki absurd.
Myślałam, że chociaż w połowie się zmienił.
Pff. Głupia ja. Tacy ludzie się nie zmieniają.
Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły. Do klasy wszedł Justin i Harry. Nie zwracałam nawet na niego uwagi, wbiłam wzrok w ławkę.
- Co było powodem tego, że Panowie się spóźnili? – Bailey zwrócił do nich.
- Bo mam ważniejsze sprawy niż słuchanie Twojego głupiego gadania. – rzekł Justin, a każde słowo przeszywał jad.
No tak, wrócił „stary” Bieber.
- Nie mam do was siły. Zajmijcie miejsca. – to jest pierwszy raz kiedy to Bailey nie zaczyna zrzędzić. Kiedy się nie czepia. Brawo dla niego. W sumie z Bieberem nie ma po co. Do niego i tak nic nie dochodzi. Idiota, kurwa.
Bailey zaczął teraz swoją wiązankę nie potrzebnych wręcz mi w życiu pierdów. Więc połowa osób w klasie zaczęła spać na siedząco, niektórzy pisali smsy, niektórzy pisali coś w zeszytach, kujony w pierwszej ławce słuchali go z zainteresowaniem, a idioci, czyli niejaki Matt, siedział z tyłu klasy z nogami na ławce i rzucał każdego kulkami papieru. Te 35 minut jakoś zleciały, teraz czas na panią Chapman. Następna będzie ględzić nie dorzeczy. Mam nadzieję, że te 35 minut przelecą też tak samo szybko.

Nareszcie lunch i 40 minut wolnego. Idę do domu. Jak coś to Dom mnie przywiezie. Nie chcę tutaj siedzieć, jeżeli każda laska tutaj ma się na mnie gapić jak na jakąś trędowatą. Okay, wiem niby przespałam się z ich bogiem. A nie oszukujmy się. To zwykłe zabawki.
- Chodź na stołówkę. Głodna jestem. – Rox złapała mnie za rękę. No to nie pójdę do domu. Weszłyśmy popychając metalowe drzwi. Zaraz wzroki blondynek zwróciły się na nas.
- O kogo ja tutaj widzę. – podeszła do mnie jedna z nich – Hayley.
- I co dobry jest w łóżku, nie? – powiedziała, z jej oczu tryskała zazdrość.
- Nie mam pojęcia, Ty powinnaś to wiedzieć lepiej. – powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie udawaj, że się z nim nie przespałaś. Justin nie kłamie.
- Pff. – zaśmiałam się. – Tak, a Ty jesteś tą jedną z lasek, które mu się tak bardzo podobają. Tak on wcale nie kłamie. A tak po za tym naprawdę chcesz to wiedzieć, ja jednak myślę, że nie. Bo wiesz możesz poczuć się urażona, bo przecież Ty sypiasz z nim nałogowo. Trudno będzie usłyszeć słowa, że tym razem wybrał inną. – zrobiłam maślane oczka.
- Co? – zapytała marszcząc przy tym brwi.
- Każdy o tym wie, że jesteś jego dziwką. - cała złość, którą gromadziłam w sobie od rana, nagle zaczęła przejmować nade mną kontrolę. Dziewczyna nie wytrzymała i rzuciła się na mnie z łapami, jednak nawet mnie nie dotkła, bo ktoś jej przerwał.
- Ej! Hayley, pojebało Cię? – Justin odsunął dziewczynę.
- To teraz ją bronisz, tak? Najpierw z nią sypiasz, a teraz jeszcze do tego bronisz? Ona mnie nazwała Twoją dziwką. – powiedziała to prawie płacząc. Przyglądałam się tej szopce z zaciekawieniem. W duszy śmiać mi się chciało, ale nie mogę tego pokazać na zewnątrz. Przecież „nie jestem” taka chamska.
- No i ma rację. Jezu, Hayley, nic po za tym, że byłaś tylko ucieczką od stresów, nas więcej nie łączy. Coś Ty sobie myślała. – Bieber spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem. – Popatrz na siebie, a na Julie. – dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem zabójcy. Też tak umiem.
– Nie widzisz różnicy? – zapytał. – A ja tak. – po chwili dodał. Dziewczyna wyglądała jak by co najmniej miała zaraz wyeksplorować.  Nie odzywając się poszła przed siebie, a jej, piesio, em przyjaciółka, za nią. Popatrzyłam na Rox, która tylko stała i się w nas wpatrywała.
- Julie. – odezwał się Justin. Postanowiłam go zignorować, więc nie patrząc na niego, odwróciłam się i w spokoju chciałam opuścić stołówkę i jechać do domu. Nie czuję się dziś najlepiej. Nagle wpadłam na kogoś. Był to Justin, złapał mnie za nadgarstki. Nie chciałam go słuchać, a co dopiero widzieć.
- Puść mnie. – uległam i spojrzałam na niego.
- Puszczę Cię, ale mnie posłuchasz. – powiedział. Skinęłam tylko głową, niech mu będzie. Puścił mnie.
- Na pewno chodzi Ci o to, że powiedziałem wszystkim, że się ze mną przespałaś. Prawda? – spojrzał na mnie, wręcz nie znanym mi wzrokiem. Albo jednak można go opisać. Złość, zrozumienie, niepewność, troska. Nie mam pojęcia.
- Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam, a mój głos na końcu się załamał. Naprawdę bolało mnie to. Bolało mnie to, że powiedział to On, że teraz nie będę dziwką dla jednej osoby, ale dla całej szkoły. To nie jest fair. Moje życie nie jest fair.
- W tym rzecz, że nie ja to powiedziałem. – spojrzałam na niego spod łba. – Nie ja.
- Czy Ty sobie ze mnie żartujesz? – zapytałam.
- Jezu, uwierz mi. Nie mam powodu żeby tak mówić. – oblizał usta.
- Nie masz powodu? Naprawdę nie starczyło Ci, żebyś tylko Ty mnie nazywał dziwką. – spojrzałam na niego, a w moich oczach formowały się łzy.
- Julie. Przecież jeżeli chciałbym rozpowiedzieć takie coś, to zrobił bym to dawno. Powiedziałbym tylko słowo, a tak jak teraz wszyscy by uwierzyli. Ale nie zrobiłem tego i teraz też bym tego nie zrobił. – zaczął się tłumaczyć, ale do mnie i tak jak by nic nie dochodziło. Kiwnęłam tylko przecząco głową.
- Nie wierzę Ci. – powiedziałam, a jedna łza swobodnie popłynęła po moim policzku. Szybko ją wytarłam.
- Dlaczego? – zapytał zachrypniętym głosem i podszedł do mnie bliżej.
- Bo nie mam podstaw, żeby Ci uwierzyć. – ominęłam go i pobiegłam przed siebie.
Zatrzymałam się dopiero przy jakimś przystanku. Cała zapłakana wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Dominicka.
*- Tak? – usłyszałam głos mulata.
- Dom, proszę Cię przyjedź po mnie. – powiedziałam łkając.
- Gdzie jesteś? – zapytał. W tle mogłam usłyszeć, że bierze kluczyki i wychodzi z domu.
- Jestem przy przystanku, blisko szkoły.
- Okay. – rozłączył się.
Nie obchodziło mnie to, że z nim nie gadam. Po prostu, nie mam siły iść taki kawał do domu. Cała zapłakana, nawet do porządku drogi nie widziałam.
Dlaczego płakałam?
Bo już po prostu nie mam siły.
Nie mam siły by dalej się z nim użerać.
Myślałam, że teraz będzie inaczej, że da mi spokój. Spędziłam z nim jeden dzień i owszem nie poznałam go aż tak żeby myśleć, że jest takim, czy takim człowiekiem, ale myślałam, że chociaż po części go poznałam, ale widać że się łudziłam.
Nic nowego.
Nagle usłyszałam zatrzymujący się samochód. Podniosłam głowę i ujrzałam białego Range Rovera. Wsiadłam do samochodu.
- Hej, Mała, co się dzieje? – Dom od razu się zapytał.
- Nic. – powiedziałam zachrypniętym głosem.
- Dobrze wiesz, że tego nie lubię. Widzę, że jest coś nie tak, więc nie wciskaj mi kuźwa kitu. Inaczej byś nie płakała. – wpatrywał się we mnie. Nie odpowiedziałam mu. – Ktoś Cię skrzywdził? – zapytał.
- Tak. – odpowiedziałam.
- Zabiję. – powiedział przez zęby. – Co Ci zrobił?
- Skrzywdził moje serce. – spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Nic nie mówiłaś. – odpalił samochód.
- Bo nie ma o czym. – powiedziałam. Dom chciał cos jeszcze dodać, ale zrezygnował i ruszył w stronę domu.

Justin’sPOV

- Justin, kurwa. Chodzę wszędzie i Cię szukam. – odwróciłem się, a przede mną stał Harry.
- Jak widzisz jestem tutaj. – wróciłem na stołówkę. Harry ruszył za mną.
Nie rozumiem dlaczego ona mi nie chce uwierzyć.
Nie powiedziałbym tego. Nie mam nawet potrzeby.
Poznałem tą dziewczynę. Wiem, że może to był tylko jeden dzień, ale wydawała się miła. Może i jest dziewczyną skromną, ale coś mi się w niej podoba.
W sumie już raz się na takiej „skromnej” dziewczynie przejechałem.
Oszukała mnie, udawała grzeczną dziewczynkę, biedna taka. A tak naprawdę to było niezłe z niej ziółko. Mniejsza z tym, że mnie zdradziła. Suka. Dobrze, że jeszcze się na nią nie natknąłem, jeżeli bym to zrobił, zabił bym ją.
Od tego czasu nie ufam płci przeciwnej i jestem dla nich taki jaki jestem.
Ale Julie. Myślę, że nawet muchy by nie skrzywdziła.
- Och Bieber, nie myślałem, że zejdziesz, aż tak nisko, żeby przespać się z tą suką. – spojrzałem w stronę z której usłyszałem te słowa. Stał tam Kyle. Nienawidzę typka, od kiedy go poznałem, pewny siebie śmieć. Miałem ochotę podejść i sklepać mu mordę.
- Z kim? – zapytałem, bo chyba się przesłyszałem.
- Z Jackson. – prychnął śmiechem.
- O, prędzej słyszałem coś innego. – spojrzałem na niego z nienawiścią.
- Hah, nie rozśmieszaj mnie. To teraz też ją będziesz bronił? Och no proszę jaki gentelman. Wpierw była szmatą, suką, dziwką. – nagle ktoś mu przerwał, a mnie uspokajał Harry, bo wiedział, że jeszcze jedno słowo wypowie ten gnojek, a nie wytrzymam. 
- Kyle. – podeszła do niego Rox. Ja się tak czasami zastanawiam gdzie ta dziewczyna zmysły zgubiła, że jest z tym idiotą. – O czym Ty mówisz?
- Raczej o kim. – odezwałem się, Rox spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. – O Twojej przyjaciółce, Julie.
- Jejku daj już spokój. Chodź idziemy. – zwróciła do Kyla.
- Tylko tyle? – odezwał się Harry. – To Twoja przyjaciółka. – nie odpowiedziała mu, tylko opuściła głowę w dół i poszła przed siebie,  Kyle ruszył za nią z triumfalnym uśmiechem na twarzy.
Tak z pewnością chciałbym taką przyjaciółkę.
Jezu nie wytrzymam w tej szkole, ani minuty więcej. Jadę do domu.

Julia’sPOV

Po pięciu minutach byliśmy już w domu. Zaraz udałam się do drzwi, ale czekałam jeszcze na Dom’a, drzwi były zamknięte, a mi nie chciało się wyciągać kluczy. Po chwili chłopak znalazł się obok mnie i otworzył drzwi.
- Hej Kochanie! – zostałam zaskoczona ogromnym uściskiem. Zorientowałam się, że to Niall. Już wrócili?
- No hej. - odpowiedziałam i wtuliłam się w niego mocniej. Brakowało mi tego. Strasznie za nimi tęskniłam, nawet nie miałam czasu żeby do niego zadzwonić.
- Coś jest nie tak? – blondyn odsunął mnie i spojrzał mi w oczy. Kimnęłam przecząco głową.
- Nie, jest okay. – uśmiechnęłam się do niego i przeniosłam wzrok na Ryana.
- Hej Słońce. – Ryan przytulił mnie. Miałam ochotę po prostu się rozpłakać, ale oszczędzę sobie niepotrzebnych pytań. Potem po kolei przywitałam się z resztą. Każdy patrzył na mnie z zainteresowaniem i troską. Wiedzieli, że cos jest nie tak. Na końcu przyszedł czas na Bruca.
- Hej Mała.
- Hej Duży. – popatrzyłam na niego złowieszczym wzrokiem. Za chwilę wybuchłam śmiechem. Podeszłam do niego i przytuliłam go.
- Okay. To opowiadajcie. – usiałam na kanapie i z uwagą zaczęłam słuchać chłopców.

Minął tydzień. W szkole już ucichła cała sprawa z niby przespaniem się z Bieberem. On sam się do mnie nie odzywa i omija szerokim łukiem. Cóż. Coraz bardziej zaczynam wierzyć, że on to powiedział, już naprawdę się wahałam, wierzyłam, że ktoś inny igra z ogniem i rozpowiedział głupotę.
Szłam korytarzem do mojej szafki, musiałam wziąć z niej jedną z książek. Nawet się ucieszyłam, gdy widziałam, że wszystko wróciło na swoje miejsce. Justin i jego kumple stali przy blondynkach, Rox siedziała z Kylem, Dav i Austin czekali na mnie przy wejściu, a inni zajmowali się sobą. Tak cieszy mnie ten widok i cieszy mnie to, że Justin w końcu da mi spokój. 
Wybiłam ciąg liczb, które otworzyły moją szafkę. Szukałam potrzebnej mi książki, kiedy nagle usłyszałam krząknięcie. Odwróciłam się, a przede mną stał Justin. Zaraz odwróciłam wzrok i wróciłam do szukania książki.
- Nie udawaj, że mnie tutaj nie ma. – powiedział zachrypniętym głosem. Nie zwracałam na niego uwagi, próbuję chociaż. – Julie.
- Co? – zapytałam i spojrzałam na niego wzrokiem przepełnionym żalem.
- Porozmawiasz ze mną? – zapytał. Jego głos był o chrypiały, czyżby był chory.
- Chyba nie mamy o czym. – odwróciłam się i zamknęłam szafkę. Już chciałam iść, ale Justin złapał mnie za nadgarstek.
- Julie, proszę. – spojrzał mi w oczy. Jego aż świeciły.

- Ale, Justin. – nagle ucichłam, bo zauważyłam, że Rox i Kyle się kłócą, nagle chłopak podniósł rękę. Na korytarzu rozległ się dobrze znany mi dźwięk uderzenia kogoś w twarz. 


*** 
Przywitam się tylko - Hej! :) 
No i znowu proszę o komentarze, bo to pisanie robi się jeszcze bardziej bez sensu. 
Ciągle czekam.... 

poniedziałek, 14 października 2013

Part.4 †

- Dlaczego mnie tu zabrałeś? – zapytałam. No wiem, że chce pogadać, ale dlaczego akurat tutaj? Przecież mógł to zrobić w samochodzie, albo chociaż, jejku nie wiem, zabrać mnie gdzie indziej. Dlaczego akurat wybrał to miejsce?
- Wszystkie laski tu zabierasz? – momentalnie ugryzłam się w język. Nie chciałam tego powiedzieć. Justin na mnie spojrzał, a ja opuściłam głowę na dół. Nie odpowiedział mi, tak ja też więcej się nie odezwałam.
Zimne powietrze gładziło moją skórę, na co moje ciało zadrżało. Ubranie spódniczki dzisiaj było złym wyborem. Justin nadal się nie odzywał, tylko przyglądał się miastu, które tak ładnie się prezentowało. Oddaliłam się trochę i nadal przyglądałam się chłopakowi, który w tej chwili usiadł na murku betonowym i wyjął z kieszeni swojej skórzanej kurtki, paczkę papierosów.
Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Chcesz? – zapytał, na co kiwnęłam przeczącą głową. Mimo tego, ze miałam cholerną ochotę, to przecież nie będę przy nim palić. Dobra ze mnie dziewczynka, a dobre dziewczynki nie palą. Na jego twarzy zawidniał uśmiech, wyciągnął jedną fajkę i włożył ją do ust, przybliżając do niej zapalniczkę. Zaciągnął się i przytrzymał chwilę dym w płucach, po chwili wypuścił go robiąc przy tym idealne kółko. Też tak potrafię. Ja nadal stałam i wpatrywałam się w niego, jak w jakiś obrazek.
- Chodź tutaj. – w końcu się odezwał i wyrwał mnie z jakiegoś transu. Poklepał miejsce obok siebie. Niepewnie podeszłam do niego i usiadłam na wskazane przez niego miejsce, jednak nie tak blisko niego. Myślałam, a raczej byłam pewna, że wreszcie zacznie coś mówić, ale przeliczyłam się, nawet nie próbował otworzyć ust. Wzięłam głęboki oddech. Wietrzyk znowu połaskotał moja skórę, na co zareagowała tak samo, od razu gęsia skórka ogarnęła całe moje ciało. Justin zachichotał lekko i podał mi swoją kurtkę. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. 
- No weź. – powiedział z uśmiechem na twarzy.
- A Ty? – zapytałam. Przecież jest zimno, nie wezmę od niego tej kurtki, jeżeli wiem, że on też będzie marznąć.
- Nie jestem takim zmarzluchem jak Ty. – zachichotał. Zarzuciłam sobie ją na plecy. – Ja na Twoim miejscu bym ją ubrał, no ale jak chcesz. – powiedział zaciągając się ostatni raz i wyrzucił fajkę na ziemie, przygniatając ją Suprą. Posłuchałam go i włożyłam ręce w rękawy.
- Jesteś pierwszą dziewczyną, którą tutaj zabrałem. –odpowiedział na moje pytanie zadane jakieś pół godziny temu.
- Przepraszam. – zrobiło mi się głupio, nawet nie wiem dlaczego tak powiedziałam.
- Nie masz za co, to ja powinienem Cię przeprosić, zachowałem się jak dupek. Wiem. – podrapał się w tył głowy. Chyba sobie nawet nie wyobrażam jak trudno było mu się do tego przyznać.
- Może trochę. – popatrzyłam na niego z lekkim uśmiechem. Przecież jest dupkiem i to nie trochę.
- Dziękuję. – zachichotał. – Po prostu, czasami nie wiem co mówię. I później wychodzi to czego nie chcę. – wytłumaczył. Nic na to nie powiedziałam, bo znam to. Ile razy chłopcy z gangu powiedzieli to czego nie chcieli w złości. W tym jednak problem, że Bieber nie jest zły, a i tak mówi mi to co powiedział jakąś godzinkę temu.
- Naprawdę, aż tak mnie nienawidzisz? –zapytałam spoglądając na niego, ale zaraz odwróciłam wzrok. – Zastanawiam się tylko dlaczego? Co takiego zrobiła? Dlaczego myślisz, że jestem suką, dziwką, szmatą? – w gardle  utknęło mi powietrze i ostatnie wyrazy wypowiedziałam prawie piszcząc.
- To wszystko nie tak. – urwał.
- A jak? – zapytałam z ciekawością w oczach.
- Nie zrozumiesz. – prawie wyszeptał.
- Może jednak. – naciskałam.
- Nie. Okay. Nie chcę o tym mówić. – jego ton stał się trochę głośniejszy.
- Okay. – opuściłam głowę i wpatrywałam się w ziemię.
- Chodź odwiozę Cię. – powiedział po czym wstał.
- Już? Przecież chciałeś pogadać. – zdziwiłam się.
- Chciałem Cię tylko przeprosić. – wzruszył ramionami.
- To po co mnie tutaj zabrałeś? – wstałam.
- Sam nie wiem. – znowu wzruszył ramionami. – Po prostu chciałem Ci pokazać to miejsce. – nie patrzyłam na niego, tylko na wschodzące słońce, które dzisiaj wcale nie pokazało co tak naprawdę potrafi. Dlaczego chciał mi pokazać to miejsce.
- Pokochałaś je, prawda? – zapytał, a raczej można powiedzieć, że to było stwierdzenie.
Tak, zakochałam się w tym miejscu. Nie miałam pojęcia, że w Londynie znajdę takie, gdzie mogę zobaczyć widok na miasto.
– Też je uwielbiam, zawsze tutaj przychodzę.
- Jeżeli nikogo jeszcze tutaj nie zabrałeś, to dlaczego ja? – zapytałam. Tak to najbardziej mnie zastanawia.
- Mówiłem, chciałem Ci pokazać to miejsce. – patrzył na mnie. W sumie nie chciałam takiej odpowiedzi, chyba źle się zrozumieliśmy, ale nie będę nic więcej mówić.
- To źle zrobiłeś, bo zaczynam je uwielbiać. – spojrzałam w stronę Justina, ale zastałam tam tylko powietrze. Nagle poczułam oplatającą mnie parę rąk w talii. W moim brzuchu rozpętała się trzecia wojna światowa, dosłownie. Oparł swoją głowę o mój bark.
- To teraz to będzie nasze miejsce, nie moje, tylko nasze. – wyszeptał mi w ucho, a mnie przeszedł przyjemny dreszczyk. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Chodź zawiozę Cię do domu.
- Nie chcę tam jechać. – prawie wyszeptałam.
- Dlaczego? – czułam jego oddech na szyi. Długo nie odpowiadałam na co obrócił mnie w swoją stronę. Nasze klatki stykały się ze sobą, spojrzałam mu w oczy, teraz dopiero dostrzegłam jego, wręcz karmelowe tęczówki, na których widok moje kolana zrobiły się jak z waty. –Hej, dlaczego? – zapytał ponownie.
- Pokłóciłam się z Dominickiem. – odwróciłam głowę. Poczułam jego ciepłą dłoń na policzku, która odwróciła mnie tak bym na niego spojrzała.
- To ten jedyny problem? – zapytał odsuwając rękę.  Skinęłam tylko głową. – Yhym, okay to chodź.
Wyszliśmy z magazynu. Chłopak nagle się zatrzymał i przeklną sobie pod nosem.
Przy jego samochodzie stało jakiś dwóch kolesi.
Jeden był wysokim blondynem, miał wytatuowane całe ręce i był strasznie umięśniony.
Drugi - niewysoki rudzielec, napakowany sterydami.
Tego drugiego kojarzę, jeździ w nielegalnych wyścigach, m.in. diler.
Na wylot znam takich typów. Koło takich to tylko pokręcić dupą, pokazać trochę piersi, powiedzieć parę „miłych” słówek i zaprosić do pokoju, nawet nie wiedzą kiedy jest z nimi koniec.
Widać Bieber zaplątał się w jakieś gówno.
Podeszliśmy do nich.
- Czego? – Justin powiedział do nich sucho, w jego głosie można było usłyszeć nutkę zdenerwowania.
- Uchylisz nam trochę Twoich usług. – odezwał się z łobuzerskim uśmiechem blondyn.
- Nie mam teraz czasu. – odpowiedział szybko.
- Od kiedy to Justin Bieber  nie ma czasu do interesów? Laska ważniejsza. – odezwał się rudzielec. – Ty czekaj, ja Cię skądś znam. – spojrzał na mnie i ściągnął okulary. – Jeździsz w wyścigach. – teraz to Justin spojrzał na mnie, pytającym wzrokiem.
Kurwa.
- Nie, musiałeś mnie z kimś pomylić. – powiedziałam z lekkim uśmiechem, chciałam być miła.
- Wątpię, ale niech Ci będzie. – zrezygnował z kłócenia się i dobrze.
Od razu ciśnienie mi spadło. Uff. Dobrze, że nie drążył tego tematu.
Tak, jeżdżę w wyścigach - nie będę się chwalić, że jestem w dziesiątce tych najlepszych - ale nikt o tym nie wie, prócz Nialla, Ryana, Bruca, Briana i Dominicka. I niech tak też zostanie.
- Dobra Stary, odezwę się jeszcze. – odeszli.
Justin nawet nie spojrzał na mnie i wsiał do samochodu. Ja też długo się nie zastanawiałam i zrobiłam to co on. Wygodnie usiadłam w skórzanym fotelu i zapięłam pas. Justin siedział w bezruchu. Jego szczęka była zaciśnięta. Zastanawiam się czemu. Przecież nie powiedzieli mu nic, co mogło by go wkurzyć. Czasami nie rozumiem tego chłopaka. Co ja gadam, ja go w ogóle nie rozumiem. Raz mówi tak, raz robi tak, a za chwilę jest całkiem innym człowiekiem.
Boże, że zawsze mi trafiają się sami idioci?
- Justin, co się dzieje? – zapytałam słodkim głosikiem i spojrzałam na niego. Ale chłopak znowu się do mnie nie odezwał. – Justin?
- Nic się nie dzieje.  – nawet na mnie nie spojrzał, tylko odpalił samochód i ruszył.
Siedziałam w bezruchu i wpatrywałam się w budynki, które mijały z taką szybkością jaką jechaliśmy. Coś tu cicho.  Potrzebuję muzyki.
- Justin. – prawie wyszeptałam. – Em, mógłbyś włączyć muzykę? – zapytałam spokojnie.
- Nie. – odpowiedział sucho.
- Dlaczego? – zapytałam. No przecież cicho tutaj, słychać tylko nasze oddechy.
- Bo nie. Nie lubię i nie będzie mi tutaj lecieć jakieś gówno. – wpatrywał się w drogę. Gówno to Ty. Nie powiedziałam nic więcej, wróciłam do tej samej pozycji, czyli przyglądałam się widokowi za oknem. W sumie zastanawiam się, gdzie on mnie zabiera.
Chociaż.
Wszystko mi jedno.
Oparłam głowę o szybę, a nogi przyciągnęłam do piersi. Justin mi nic na to nie powiedział, więc widocznie mogłam tak siedzieć. Dominick zawsze na mnie krzyczy, że mam ściągnąć te buciory z jego skóry, a mi to totalnie zwisa i robię mu na złość.
Widocznie Justinowi to nie przeszkadza i nie jest przywiązuję zbytniej wagi do swoich samochodów.
Po 20 minutach wjechaliśmy na jakiś podjazd.
- Gdzie jesteśmy? – rozglądnęłam się. Fajna chata, ale jednak mam lepszą. Justin mi nie odpowiedział, chyba po raz setny tego dnia, tylko wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Głośno westchnęłam i zrobiłam to samo. Udałam się za chłopakiem w stronę drzwi wejściowych. Chłopak zaczął szukać kluczy w kieszeniach, ale nie mógł ich znaleźć. Sądzę, że jesteśmy przy jego domie.  Wywrócił oczami i poszedł do samochodu. Po chwili wrócił z pękiem kluczy. Zastanawiam się do czego te wszystkie klucze mu są potrzebne. Znalazł odpowiedni i przekręcił nim, otwierając przy tym duże, czarne drzwi. Gestem ręki zaprosił mnie do środka. Nie zastanawiają się długo, weszłam. Chłopak rzucił kluczę na komodę, na której leżały, inne pęki kluczy. Ściągnęłam jego kurtkę i powiesiłam na garderobie. Rozglądnęłam się. Jak na chłopaka ma fajnie urządzony dom. Nie wierzę, że nie było tutaj kobiecej ręki. I jak tutaj czysto. Czarne, skórzane kanapy ładnie prezentowały się w białym pomieszczeniu. Usiadłam na jedną z nich.
- Ładnie tu. – powiedziałam do Justina, który właśnie wchodził do salonu. – Sam urządzałeś? – zapytałam.
- Nie. Wynajęliśmy projektanta wnętrz. Powiedzieliśmy czego chcemy i oto wyszło co wyszło. – wzruszył ramionami.
- Nie wierzę, że nie było tutaj ani jednej kobiecej ręki. I czysto tutaj. – rzekłam rozglądając się. U nas wszystko urządzałam ja. Chłopcy urządzali sobie tylko swoje pokoje, a i tak musiałam paru pomóc.
- Może i była. W każdym tygodniu przychodzi do nas sprzątaczka. – przysiadł się do mnie, oglądając coś na swoim iPhonie. Takim to dobrze. My oczywiście też mamy sprzątaczkę. Ale u nas nie robi dużo, jedynie co ma to salon, kuchnię i łazienki, do naszych pokoi wchodzi tylko po to, by wejść do łazienki i powierzchownie ją umyć. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam go z plecaka. Kciukiem przejechałam po ekranie, by go odblokować.
„Dominick :)”
Nie miałam zamiaru nawet tego odbierać.
- Nie odbierzesz? – zapytał Justin sięgając po pilota.
- Nie. To Dom, za chwilę zadzwoni Logan. – nie zdążyłam dokończyć, a mój telefon znowu wydał z siebie dźwięk. Z grymasem na twarzy przyłożyłam go do ucha.
*- Czego? – zapytałam.
- Julie, gdzie jesteś? – usłyszałam zachrypnięty głos Logana.
- Bo? – zapytałam. Nie miałam najmniejszej ochoty z nimi rozmawiać. Logan nic mi nie zrobił, ale miałam dość ich obydwóch.
- Dom wychodzi z siebie, ja też. – powiedział troskliwie.
- Jestem u znajomego, nie wiem, czy dzisiaj wrócę. Nie mam czasu. Pa. – rozłączyłam się, za nim chłopak zaczął cokolwiek mówić.
Prawie rzuciłam telefon o stół.
- Spokojnie. – Justin zachichotał.
- Tsa. – powiedziałam pod nosem, ale tak by mnie usłyszał. Dzisiejszy dzień, mnie wykończył.

Oglądając telewizję i rozmawiając czasami na jakiś temat, przesiedzieliśmy połowę dnia. Nagle usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi kluczykiem. Spojrzałam na Justina, który głową kiwnął mi, żebym poszła za nim, po czym wstał z kanapy. Do domu weszło dwóch chłopaków. Justin nie zwracał na nich uwagi, do póki ten jeden się nie odezwał.
- Bieber, nie przedstawisz nam swojej koleżanki. – Justin tylko zmierzył go wzrokiem. Popatrzyli na mnie, na co schowałam się za Justina.
- Nie, nie przedstawię. – odpowiedział im sucho, po czym odwrócił się do mnie.
- Idziemy. – skinął głową w stronę schodów.
Weszliśmy do jego pokoju. Po raz któryś dzisiaj rozglądnęłam się. No nie powiem tutaj też ładnie. Ogromne łóżko, przyścielone czarną poszewką, stało na środku pokoju przy ścianie. Z prawej strony znajdowało się wyjście na taras i komody też koloru czarnego, a po lewej kanapy z czarnej skóry i telewizor wiszący na ścianie. Prawa i lewa ściana byłą pokryta czarną farbą, a pozostałe dwie, białą. Jakiś taki mroczy ten pokój. No ale jak to lubi. Dodać jeszcze tutaj niebieski i jak w moim.
Ten strasznie przypominał mi mój. Tylko ja mam jeszcze parę drobiazgów, ale to nie ważne.
Justin rzucił się na łóżko i głośno przy tym westchnął. Spojrzał na mnie i widział, że stoję jak kołek i w ogóle nie wiem czego się ruszyć, wstał i zaśmiał się.
- Co jest takiego śmiesznego? – zapytałam, przyglądając się mu. Podszedł do szafki i wyciągnął z niej jakieś ciuchy.
- Ty. – znowu zachichotał. – Masz, możesz wziąć prysznic. – podał mi ciuchy. Myślałam, że raczej pójdę spać do Rox, nie myślałam sobie, że pozwoli mi tutaj zostać. No ale jak proponuje, to skorzystam. Wzięłam od niego te ciuchy i udałam się w stronę łazienki. Wiedziałam, gdzie jest, bo drzwi do niej były otwarte. Weszłam i własnym oczom nie mogłam uwierzyć. Ten chłopak ma więcej kosmetyków ode mnie. Od Gucci’ego do Calvin’a Kleina. Jejku.
Wzięłam z górnej półki ręcznik i położyłam go tak, by móc zaraz po wyjściu się nim owinąć. Sprawdziłam jeszcze raz, czy na pewno zamknęłam drzwi, nie chciałabym tutaj nieproszonego gościa. Zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic.
Gorąca fala okryła całe moje ciało.
Po 15 minutach wyszłam.
Justin spał już na kanapie. No nie powiem, słodko wyglądał. Podeszłam do niego i przykryłam go kocem, a sama położyłam się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy odleciałam w nieznaną krainę.

Obudziły mnie krople deszcze, które niemiłosiernie uderzały w okno. Usiadłam na łóżku i spojrzałam w stronę Justin, który jeszcze spał na kanapie. Spojrzałam na zegarek. Ósma. Za pół godziny zaczyna się lekcja, a ja jeszcze muszę jechać do domu. Nie chciałabym się na nią spóźnić. Po za tym muszę mieć dobrą frekwencję. Wstałam i podeszłam do chłopaka. Ukradkiem usiadłam obok niego.
- Justin. – lekko popchnęłam go w ramie.
- Hmm. – mruknął.
- Zawieziesz mnie do domu? – zapytałam. Chłopak dłuższą chwilę mi nie odpowiadał. Odwrócił się i spojrzał na mnie zaspanymi oczami.
- Która jest? – zapytał.
- Po ósmej. – odpowiedziałam.
- Okay. – wstał i poszedł do łazienki. Ubrałam moje Vansy, a do plecaka schowałam wczorajsze ciuchy.
Chłopak po 10 minutach był gotowy. Bez gadania ze sobą wyszliśmy z pokoju. Justin tylko przywitał się z swoimi kolegami, wziął kluczyki i przepuścił mnie pierwszą w drzwiach.
Ruszyliśmy w ciszy i tak też cała droga nam minęła. Odezwałam się tylko po to by powiedzieć mu mój adres. Nie wiem co go z rana ugryzło, ale wydawał się taki inny. Jakiś nie obecny. Może się nie wyspał na tej kanapie, a to akurat była moja wina.
- Poczekam na Ciebie. – rzekł za nim zdążyłam w pełni wyjść z samochodu. Skinęłam tylko głową i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Wbiegłam po schodkach i szybko przekręciłam kluczykiem. W domu było cicho, a to znaczy, że jeszcze śpią. Szybkim krokiem weszłam do pokoju, wyjęłam z szafy spodnie i sweter. Pogoda dzisiaj jest wręcz do dupy, więc żebym nie zmarzła tak jak wczoraj, wolę dzisiaj się ubrać cieplej. Umyłam szybko zęby i buzię. Nałożyłam pod oczy trochę korektora, a na rzęsy tuszu. Włosy spięłam w kucyk. Ubrałam Vansy i spakowałam potrzebne książki do plecaka. Wzięłam kluczyki i zeszłam po schodach. Na komodzie leżał portfel Dominicka. Potrzebowałam jakieś kasy na lunch, po za tym nie jadłam śniadania.  Wzięłam 20 dolarów, nawet nie zauważy, rzuciłam go tam gdzie leżał i wyszłam zamykając przy tym drzwi. Wsiadłam do samochodu, Justin spojrzał się na mnie i lekko się uśmiechnął, po czym odpalił samochód.
Dojechaliśmy na miejsce.
- Dziękuję. – odezwałam się.
- Nie ma za co. – Justin nawet na mnie nie spojrzał. Okay. Nie to nie.
Więcej nic nie mówiąc wysiadłam z Range Rovera. Zostało parę minut do lekcji, a nie chciałabym się spóźnić. Jeżeli spóźnisz się na lekcję Pana Bailey, to też całą lekcję będziesz wysłuchiwać jaka to nie jesteś arogancka i wszystkie inne głupoty oraz posiedzisz godzinę w kozie. Cóż, wolę się jednak nie spóźnić. Przy wejściu spotkałam Ashley, przywitałam się z dziewczyną i weszłam z nią do środka. od razu wszystkie oczy skierowały się na mnie.
- Mam coś na buzi? – cicho zapytałam Ashley. Kiwnęła przecząco głową. To o co im może chodzić. Spojrzałam tylko na nią pytającym wzrokiem.
- Julie?! – podbiegła do mnie Rox. – Nie mów mi, że to prawda. – spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Ale o co chodzi? – zapytałam. No nie ogarniam. Czego wy wszyscy ode mnie chcecie.

- To prawda, że przespałaś się z Bieberem? – na końcu ściszyła. 

***
Hej ;)
Wiem na pewno, że dwie osoby czytają to oto opowiadanie. 
Cieszę się, że aż tyle ;p 
W sumie czemu ja się dziwię, nie potrafię pisać, więc ... 

Nadal czekam na komentarze. ;) 

piątek, 4 października 2013

Part.3 †

- Justin. – wyszeptałam, a łzy płynęły strumieniem z moich oczu.
Dlaczego?
Sama nie wiem. Czy to przez Dominicka, czy przez Justina. Może się bałam, że Dom mu zrobi krzywdę. Nie wiem. Gubię się w tym. Chłopak na mnie nawet nie spojrzał. Poczułam, że ktoś mnie od niego odciąga.
- Julie chodź. – usłyszałam głos Logana.
Niepewnie wstałam i rozglądnęłam się.
Harry, Liam i Louis stali i patrzyli się na mnie jak bym co najmniej ja tutaj kogoś zabiła. Rox, Ashley i David stali jak wryci i chyba nawet nie ogarniali co się w tej chwili stało.
Opuściłam głowę na dół i opuściłam to miejsce, a z oczu popłynęły mi kolejne litry wody.
Doszliśmy do samochodu, przy którym stał Dom.
- Pojebało Cię totalnie?! – krzyknęłam nie zastanawiając się nawet.
- Ale o co Ci chodzi? – zapytał patrząc na mnie i marszcząc przy tym brwi.
- Kurwa o co mi chodzi? Mógł byś go zabić idioto! Pomyślałeś chociaż przez chwilę?! – wydarłam się.
- Julie uspokój się. – Logan próbował mnie chociaż trochę uciszyć. Wiedział, ze jestem wkurzona i zaczynam nad sobą nie panować.
- Nie uspokój się!
- Julie, miałem pozwolić żeby robił Ci krzywdę?! Naprawdę! Chcesz mnie wpędzić do grobu. – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. – Jeżeli by Ci się coś stało, Ryan udusił by mnie jedną ręką. Julie nie może doznać żadnego bólu, a nazwij ją suką, zabiję Cię bez zastanawiania. – Dom przypomniał słowa Ryana, który od początku ustalił z nimi taką „regułkę”. – I mimo tego, że obiecałem, miałem to tak zostawić?!
- Nic by mi nie zrobił. – powiedziałam już spokojniejszym głosem.
- Skąd masz pewność? – zapytała, wyrzucając ręce w powietrze.
- Bo codziennie to robi i jakoś wracam cała do domu. – prawie wykrzyczałam. Zrezygnowałam się z kłócenia z nimi i wsiadłam do samochodu. Sama. Oni nadal tam stali i o czymś dyskutowali.
Oparłam głowę o zagłówek, nabrałam powietrza do płuc i zacisnęłam powieki.
Chociaż w sumie nic takiego się nie stało, to ja i tak czuję się źle.
Powinnam być do tego przyzwyczajona, ale jednak, biły się nie te osoby co miały.
Tak przyznam najbardziej bałam się o Justina, ale o Dom’a też. Jemu nic strasznego by się nie stało, ale nie chciałabym tego, żeby znów miał problemy z powodu pobicia;
Wyciągnęłam z schowka paczkę papierosów. Zapaliłam i mocno zaciągnęłam, pozwalając by dym rozprze szczenił się w moich płucach, przytrzymując go w nich. Po chwili swobodnie go wypuściłam tworząc przy tym idealne kółko, a chłopcy wsiedli do samochodu.  
- Julie, chcesz nam powiedzieć, że on robi to codziennie tak? Codziennie Cię krzywdzi i wyzywa? – Logan usiał obok mnie na miejscu pasażera i dobrze, bo na razie nie chcę Dom’a nawet widzieć, a co dopiero słuchać.
Nie odpowiedziałam mu nawet, bo wiedziałam, że jeszcze bardziej się wkurzą, a ja wraz z nimi. Jak się uspokoją to później z nimi pogadam. Jeżeli oczywiście będę miała na to ochotę.
Wyrzuciłam fajkę za okno i odpaliłam samochód, ruszyłam doprowadzając wskazówkę licznika do jak największej liczby.
Po 10 minutach byliśmy już w domu.
Wyszłam pierwsza i trzasnęłam drzwiami, żeby zrobić na złość Dominickowi, on jest chory na punkcie swojego „autka”. W sumie ja nawet nie wiem dlaczego jestem na niego zła, jak by nie patrzeć to on mi pomógł, obronił. Boże okay, gubię się już w własnych myślach. Wchodząc do domu od razu poszłam na górę.

Ostatnia lekcja. Nareszcie. Wiem maruda ze mnie, ale ludzie w tej budzie denerwują mnie od rana. A najbardziej Rox. Ja nie wiem, czy ona naprawdę musi wszystko, ale to dosłownie wszystko wiedzieć? To Ashley i David dają mi spokój, nie wypytują się, nawet czasami opamiętują Rox, ale ona nic, dalej swoje. Połowa ludzi która tam była przychodzi do mnie i mówi, że mam podziękować swojemu kumplowi za to, że w końcu dokopał Bieberowi, inni znowu, a ma na myśli laski, bo niektóre tutaj to zakochane w Justinie, a on uważa je tylko jako zabawkę, zastanawiam się ile już z nich leżało pod Bieberem, ale obojętnie, patrzą się na mnie jak bym im co najmniej ojca zabiła. A po pierwsze to nie ja rzuciłam sie z pięściami na Justina.
Zauważyłam Liama, stojącego przy swojej szafce z jakąś dziewczyną. Już od początku chciałam się go zapytać co z Justinem, bo dzisiaj go nie ma w szkole, za co się nie dziwię. A Liam jako jedyny wydaję mi się normalny z tej całej paczki. Wahałam się, ale w końcu podeszłam.
- Em. Liam? Przepraszam. – prawie wyszeptałam, odchrząkając na końcu.
- To do potem. – Liam uśmiechnął się do dziewczyny stojącej obok, z tego co słyszałam to ma na imię Sophie, czy jakoś tak. Podobno coś ze sobą.
– Tak? – zapytał patrząc na mnie.
- Em, chciałam się zapytać co z. – zawahałam się. – Co z Justinem. – wydusiłam.
- W porządku. – odpowiedział zamykając szafkę. Ucieszyłam słysząc chociaż te „w porządku”.
- O to okay. Chciałam też przerosić. – zaczęłam bawić się rąbkiem koszulki i wpatrywałam się w podłogę.
- Nie ma za co. – Liam powiedział to takim spokojnym głosem.
- Ma za co! – nagle zza Payna wyszedł Louis.
- Nie Lou, nie ma, to nie jej wina. – podszedł Harry. – Jak już mówiłem Bieber jest sam sobie winny. To ja wiedziałem, że nie da mu rady, on był dwa razy większy od niego. – Harry wytłumaczył patrząc to raz na Louisa, to na Liama, a na końcu na mnie.
- To dlaczego ich nie powstrzymałeś? – nagle wyrwałam. Boże dlaczego? Przecież to było w moich myślach.
- Nie robimy tego, Bieber by się do tego jeszcze nie potrzebnie wkurzył, nie możemy mu przeszkadzać. – wzruszył ramionami.
Skinęłam tylko głową.
- Okay, to ja idę. – wyszeptałam jąkając się. Nie patrząc więcej na nich odwróciłam się i poszłam przed siebie.

Ostatnie trzy dni minęły mi w miarę w spokoju. Nikt się nie czepiał, bo kto, jak Biebera nadal nie ma. Ostatnio nawet nie było Harryego, Liama i Louisa. Nic tylko w te trzy dni korzystać z życia. Tsa. Nadal nie odzywam się do Dominicka, teraz to pokłóciłam się z nim na dobre, chce wszystko powiedzieć Ryanowi. Na co nie pozwolę, on nie może się niczego dowiedzieć.
Siedziałam na stołówce, rozmawiałam i śmiałam się z żartu Austina. Kiedy nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Spojrzałam na Rox, która gapiła się za stojącą osobą za mną, z buzią lekko otwartą.
- Nie odwracaj się. – Davis wyszeptał. Nie miałam pojęcia kto za mną stoi.
- Oj raczej ma się odwrócić. – kiedy usłyszałam ten głos, moje ciało jak by zostało w tej chwili porażone prądem. Czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. – Głucha kurwa jesteś?! – wykrzyczał, na co cała stołówka ucichła. Niepewnie się odwróciłam, nie patrząc w górę, jakoś w tej chwili interesowały mnie ich buty. Nagle Justin do mnie podszedł, chwycił moją twarz i przycisnął na niej swoje palce.
- Zapłacisz za to. – wyszeptał, przywierając bardziej palce na moich policzkach. Spojrzał mi ostatni raz w oczy po czym popchnął moją twarz w prawo. Rozmasowałam miejsca, które trzymał. Zauważyłam, że odpuszcza już i odchodzi.
- Dlaczego ja? Co ja Ci takiego do cholery zrobiła? Naprawdę nie masz się na kim wyżywać? – zaczęłam krzyczeć. Powoli się odwrócił, ostatni z całej grupy z którą przyszedł.
- Bo mam taki kaprys i Ty jesteś tą której tak bardzo nienawidzę, nawet za to, że nasłałaś na mnie jednego z swoich kolesi!
- Nasłałam?! Proszę Cię, sam zacząłeś. Naprawdę tak trudno przyznać się do winy?! I co ja Ci takiego zrobiłam, że mnie nienawidzisz, wiesz coś w ogóle o mnie? Cokolwiek? – moja klatka poruszała się szybkim tempem.
- Jesteś zwykłą suką, dziwką, szmatą. – poczułam jak by ktoś uderzył mnie w twarz. Do oczu napłynęły mi łzy. Powstrzymałam je. Wzięłam swój plecak i udałam się szybkim krokiem ku wyjściu. Czułam jak ludzie wypalają dziury w moim ciele. Popchnęłam ciężkie, metalowe drzwi i pobiegłam do łazienki, obijając się o jakiś ludzi.
Wpadłam do łazienki i weszłam do jednej z kabin, zamykając ją na klucz i swobodnie zsunęłam się po drzwiach, skuliłam się przyciągając kolana do piersi i rozpłakałam się jak małe dziecko.
Nie będę więcej się okłamywać.
Czuję coś do niego i każde wypowiedziane przez niego słowo, rani mnie, a nawet zabija od środka. 
On jest okropny.
Nagle usłyszałam pukanie.
- Kochanie otwórz. – usłyszałam wysoki głos Rox. – Ja wiem, że nie powinien tak mówić. Taki jest właśnie Justin, nie obchodzi go ból innych.
Uspokoiłam się na tyle, by otworzyć drzwi. Wyszłam z kabiny i od razu przytuliłam się do Rox.

Justin’sPOV

- Jesteś zwykłą suką, dziwką, szmatą! – wykrzyczałem patrząc jej w oczy. Dziewczyna więcej nic nie mówiła, tylko schyliła się po swój plecak i szybkim krokiem udała się do wyjścia. Spojrzałem na Harryego.
- I to jest ten Twój szacunek do dziewczyn? – odwrócił wzrok i machnął tylko ręką.
- O co Ci chodzi? – zapytałem marszcząc przy tym brwi.
- O nic. Sukinsyn zawsze pozostanie sukinsynem. – poszedł nie patrząc więcej na mnie. Za to od razu dostał by w gębę, że nawet nie wiedziałby z której strony, ale, trudno to przyznać, ma racje.
Mam ochotę pobiec za nią i ją za to przeprosić.
Co się ze mną dzieje?
Raz ją obrażam, a raz chcę ja kurwa przepraszać.
Bieber ogarnij się. 
Wolę zadziorne dziewczyny, skąpo ubrane, bezczelne, pyskate. A Julie jest odwrotnością tego w czym gustuję. Skromna, zakrywa każdą część swojego idealnego ciała. Może w tym jest problem? Może ma ochotę zerwać z niej te ciuchy?
Z fantazjowania o Julie, wyrwał mnie Louis. Nie patrząc nawet na niego, udałem się w stronę wyjścia, pchnąłem te metalowe drzwi, prawie uderzając przy tym jakąś laskę. Idąc korytarzem prowadzącym wprost do wyjścia, wzrokiem szukałem Julie, ale jej tutaj nie było, pchając następne drzwi, które stały mi na przeszkodzie wyszedłem przed szkołę. Mój wzrok zaraz utkwił na drobnej postawie, która siedziała na ławce, a ta druga, Rox chyba, obok niej. Nad nią jeszcze stał ten David i Austin. Bez większego zastanawiania się podszedłem do niej.
- Julie. Możemy pogadać? – zapytałem patrząc tylko na nią. Nie przejmowałem się wzrokiem Rox, która zaraz mi wypali dziurę na twarzy.
- Chyba już za dużo powiedziałeś. – odezwał się David. Nie zwracałem na niego uwagi i nadal wpatrywałem się w brunetkę. Podniosła wzrok i popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami. Zrobiło mi się dziwnie, ale nie znam tego uczucia, więc nie wiem jak je nazwać.
- Okay David. – popatrzyła na chłopaka i się do niego lekko uśmiechnęła, on tylko skinął głową. Przeniosła wzrok na mnie. – Tylko chwila. – spojrzała na Rox. Dziewczyna tylko mruknęła coś pod nosem i odeszła wraz z chłopkami. Usiadłem przy Julie, która trochę się ode mnie odsunęła. Nie dziwię się. Spojrzałem przed siebie i zauważyłem Harryego, Liama, Louisa i innych wpatrujących się we mnie z pełnym zaciekawieniem.
- Chodź gdzieś indziej. – wstałem.
- Co? – popatrzyła  na mnie zdezorientowana.
- Chodź. Po prostu mi zaufaj i chodź ze mną. – wydusiłem.
- Jak mam  Ci Justin zaufać? – spojrzała na mnie marszcząc przy tym brwi.
- Po prostu, ten ostatni i pierwszy raz mi zaufaj i chodź ze mną. Chce z Tobą pogadać, ale nie tutaj.
Dziewczyna chwilę się zastanawiała, ale wstała i poszła za mną. Czułem jak byliśmy, wręcz pożerani wzrokiem. Najbardziej przez dziewczyny, które myślały, że coś do nich kręcę, że tak powiem, a one były tylko zabawką na jeden raz. Wsiedliśmy do samochodu. Julie powoli zapięła pas, na co jej zawtórowałem. Odpaliłem i w ciszy ruszyliśmy. Przez całą drogę spoglądałem na Julie, siedziała jak na szpilkach i bawiła się swoimi palcami. Dojechaliśmy na miejsce. Wyszedłem z samochodu czekając, aż dziewczyna zrobi to samo. Ale jakoś nie zapowiadało się na to, że to zrobi. Więc podszedłem i otworzyłem jej drzwi.
- Wychodzisz? – zapytałem chichocząc przy tym.
- Em. Tak. – odpowiedziała mi jąkając się.

Julia’sPOV

Zastanawiam się po co ja się w ogóle zgodziłam gdzieś z nim pojechać. Ogłupiałam chyba. Najpierw mnie zwyzywał od najgorszych, a  teraz gdzieś z nim jadę. Boże, gdzie ja mózg zgubiłam?
Przez całą drogę siedziałam jak na szpilkach. Denerwowałam się, bo nie wiedziałam, gdzie mnie zawiezie. Bawiłam się swoimi palcami, czasami tak robię. Tylko się zastanawiam, czy to w ogóle pomaga.
Dojechaliśmy na miejsce, tak przypuszczam, bo Justin zgasił samochód. Rozglądnęłam się. Znam to miejsce i ten magazyn. Pięć miesięcy temu, pożegnaliśmy się z nim raz na zawsze, nawet nie wiemy, czy byli tam ludzie. Rozkaz to rozkaz.
Justin wyszedł z samochodu, a ja jak bym się przykleiła do tego skórzanego siedzenia, bo nie umiałam się ruszyć. Nagle moje drzwi się otworzyły.
- Wychodzisz? – usłyszałam lekki chichot.
- Em. Tak. – odpowiedziałam jąkając się.
Justin zamknął samochód.
- Chodź. – zaczęłam iść za nim, a on prowadził mnie do środka magazynu, zastanawiam się  po co akurat tam.
Weszliśmy do środka, rozglądnęłam się. Wszystko nie spłonęło. Ciągle szłam za Justinem, który wyszedł za magazyn. Od razu buchnęło we mnie zimne powietrze, na co zareagowałam trzęsąc się. Widok aż zapierał dech w piersiach. Połowa Londynu. Boże coś cudownego. Spojrzałam na Justina, który wpatrywał się przed siebie.

- Dlaczego mnie tu zabrałeś? – zapytałam. 


***

Hej ! ;<
Postanowiłam dalej pisać. 
Namówiła mnie do tego moja przyjaciółka, która jako jedyna czyta moje wypociny. ;\ 
I wymyśliła nazwę: 
Justin + Julie = Jusie
Bardzo mi się podoba. 
Nadal jednak mi zależy na tym, by ktoś komentował. ;\