- To
prawda, że przespałaś się z Beberem? – ściszyła na końcu. Czy ona już
doszczętnie zwariowała?! Pojebało ją.
- Co?! –
wyrwałam zdziwiona.
- On sam to
powiedział. – spojrzała na mnie zdenerwowanym wzrokiem.
To o to
wszystkim chodzi. To dlatego wszyscy patrzą na mnie jak bym co najmniej kogoś
zabiła.
To nie
możliwe.
Nie miał
powodu, żeby rozsiać taką plotkę.
Dupek.
Nagle
rozległ się dzwonek. Nie odzywając się ruszyłam w stronę klasy. I tak już było
późno, nie zdążyłam na tak zwane sprawdzanie obecności.
- Julie,
ale powiedz mi, czy to prawda. – Rox złapał mnie za nadgarstek.
- Pogięło
Cię! – wyrwałam się z jej uścisku i spojrzałam na nią. – Nie, to nie prawda. –
ściszyłam na końcu i weszłam do klasy. Wszyscy ucichli i patrzyli na mnie z
pogardą.
Kurwa zabiję gnojka!
- Zajmijcie
miejsca. – do klasy wszedł Pan Bailey. O dziwo na twarzy miał wymalowany ohydny
uśmiech. Zajęłam swoje miejsce, zastanawiając się, czy to prawda. Czy naprawdę
Justin rozpowiedział taki absurd.
Myślałam,
że chociaż w połowie się zmienił.
Pff. Głupia
ja. Tacy ludzie się nie zmieniają.
Nagle drzwi
gwałtownie się otworzyły. Do klasy wszedł Justin i Harry. Nie zwracałam nawet
na niego uwagi, wbiłam wzrok w ławkę.
- Co było
powodem tego, że Panowie się spóźnili? – Bailey zwrócił do nich.
- Bo mam
ważniejsze sprawy niż słuchanie Twojego głupiego gadania. – rzekł Justin, a
każde słowo przeszywał jad.
No tak,
wrócił „stary” Bieber.
- Nie mam
do was siły. Zajmijcie miejsca. – to jest pierwszy raz kiedy to Bailey nie
zaczyna zrzędzić. Kiedy się nie czepia. Brawo dla niego. W sumie z Bieberem nie
ma po co. Do niego i tak nic nie dochodzi. Idiota, kurwa.
Bailey
zaczął teraz swoją wiązankę nie potrzebnych wręcz mi w życiu pierdów. Więc
połowa osób w klasie zaczęła spać na siedząco, niektórzy pisali smsy, niektórzy
pisali coś w zeszytach, kujony w pierwszej ławce słuchali go z
zainteresowaniem, a idioci, czyli niejaki Matt, siedział z tyłu klasy z nogami
na ławce i rzucał każdego kulkami papieru. Te 35 minut jakoś zleciały, teraz
czas na panią Chapman. Następna będzie ględzić nie dorzeczy. Mam nadzieję, że
te 35 minut przelecą też tak samo szybko.
Nareszcie
lunch i 40 minut wolnego. Idę do domu. Jak coś to Dom mnie przywiezie. Nie chcę
tutaj siedzieć, jeżeli każda laska tutaj ma się na mnie gapić jak na jakąś
trędowatą. Okay, wiem niby przespałam się z ich bogiem. A nie oszukujmy się. To
zwykłe zabawki.
- Chodź na
stołówkę. Głodna jestem. – Rox złapała mnie za rękę. No to nie pójdę do domu.
Weszłyśmy popychając metalowe drzwi. Zaraz wzroki blondynek zwróciły się na
nas.
- O kogo ja
tutaj widzę. – podeszła do mnie jedna z nich – Hayley.
- I co
dobry jest w łóżku, nie? – powiedziała, z jej oczu tryskała zazdrość.
- Nie mam pojęcia, Ty powinnaś to
wiedzieć lepiej. – powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie udawaj, że się z nim nie
przespałaś. Justin nie kłamie.
- Pff. – zaśmiałam się. – Tak, a Ty
jesteś tą jedną z lasek, które mu się tak bardzo podobają. Tak on wcale nie
kłamie. A tak po za tym naprawdę chcesz to wiedzieć, ja jednak myślę, że nie.
Bo wiesz możesz poczuć się urażona, bo przecież Ty sypiasz z nim nałogowo.
Trudno będzie usłyszeć słowa, że tym razem wybrał inną. – zrobiłam maślane
oczka.
- Co? – zapytała marszcząc przy tym
brwi.
- Każdy o tym wie, że jesteś jego
dziwką. - cała złość, którą gromadziłam w sobie od rana, nagle zaczęła
przejmować nade mną kontrolę. Dziewczyna nie wytrzymała i rzuciła się na mnie z
łapami, jednak nawet mnie nie dotkła, bo ktoś jej przerwał.
- Ej! Hayley, pojebało Cię? – Justin
odsunął dziewczynę.
- To teraz ją bronisz, tak? Najpierw
z nią sypiasz, a teraz jeszcze do tego bronisz? Ona mnie nazwała Twoją dziwką.
– powiedziała to prawie płacząc. Przyglądałam się tej szopce z zaciekawieniem.
W duszy śmiać mi się chciało, ale nie mogę tego pokazać na zewnątrz. Przecież
„nie jestem” taka chamska.
- No i ma rację. Jezu, Hayley, nic po
za tym, że byłaś tylko ucieczką od stresów, nas więcej nie łączy. Coś Ty sobie
myślała. – Bieber spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem. – Popatrz na siebie, a
na Julie. – dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem zabójcy. Też tak umiem.
– Nie widzisz różnicy? – zapytał. – A
ja tak. – po chwili dodał. Dziewczyna wyglądała jak by co najmniej miała zaraz
wyeksplorować. Nie odzywając się poszła
przed siebie, a jej, piesio, em przyjaciółka, za nią. Popatrzyłam na Rox, która
tylko stała i się w nas wpatrywała.
- Julie. – odezwał się Justin.
Postanowiłam go zignorować, więc nie patrząc na niego, odwróciłam się i w
spokoju chciałam opuścić stołówkę i jechać do domu. Nie czuję się dziś
najlepiej. Nagle wpadłam na kogoś. Był to Justin, złapał mnie za nadgarstki.
Nie chciałam go słuchać, a co dopiero widzieć.
- Puść mnie. – uległam i spojrzałam
na niego.
- Puszczę Cię, ale mnie posłuchasz. –
powiedział. Skinęłam tylko głową, niech mu będzie. Puścił mnie.
- Na pewno chodzi Ci o to, że
powiedziałem wszystkim, że się ze mną przespałaś. Prawda? – spojrzał na mnie,
wręcz nie znanym mi wzrokiem. Albo jednak można go opisać. Złość, zrozumienie, niepewność,
troska. Nie mam pojęcia.
- Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam,
a mój głos na końcu się załamał. Naprawdę bolało mnie to. Bolało mnie to, że
powiedział to On, że teraz nie będę dziwką dla jednej osoby, ale dla całej
szkoły. To nie jest fair. Moje życie nie jest fair.
- W tym rzecz, że nie ja to
powiedziałem. – spojrzałam na niego spod łba. – Nie ja.
- Czy Ty sobie ze mnie żartujesz? –
zapytałam.
- Jezu, uwierz mi. Nie mam powodu
żeby tak mówić. – oblizał usta.
- Nie masz powodu? Naprawdę nie starczyło
Ci, żebyś tylko Ty mnie nazywał dziwką. – spojrzałam na niego, a w moich oczach
formowały się łzy.
- Julie. Przecież jeżeli chciałbym
rozpowiedzieć takie coś, to zrobił bym to dawno. Powiedziałbym tylko słowo, a
tak jak teraz wszyscy by uwierzyli. Ale nie zrobiłem tego i teraz też bym tego
nie zrobił. – zaczął się tłumaczyć, ale do mnie i tak jak by nic nie
dochodziło. Kiwnęłam tylko przecząco głową.
- Nie wierzę Ci. – powiedziałam, a
jedna łza swobodnie popłynęła po moim policzku. Szybko ją wytarłam.
- Dlaczego? – zapytał zachrypniętym
głosem i podszedł do mnie bliżej.
- Bo nie mam podstaw, żeby Ci
uwierzyć. – ominęłam go i pobiegłam przed siebie.
Zatrzymałam się dopiero przy jakimś
przystanku. Cała zapłakana wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Dominicka.
*- Tak? – usłyszałam głos mulata.
- Dom, proszę Cię przyjedź po mnie. –
powiedziałam łkając.
- Gdzie jesteś? – zapytał. W tle
mogłam usłyszeć, że bierze kluczyki i wychodzi z domu.
- Jestem przy przystanku, blisko
szkoły.
- Okay. – rozłączył się.
Nie obchodziło mnie to, że z nim nie
gadam. Po prostu, nie mam siły iść taki kawał do domu. Cała zapłakana, nawet do
porządku drogi nie widziałam.
Dlaczego płakałam?
Bo już po prostu nie mam siły.
Nie mam siły by dalej się z nim
użerać.
Myślałam, że teraz będzie inaczej, że
da mi spokój. Spędziłam z nim jeden dzień i owszem nie poznałam go aż tak żeby
myśleć, że jest takim, czy takim człowiekiem, ale myślałam, że chociaż po
części go poznałam, ale widać że się łudziłam.
Nic nowego.
Nagle usłyszałam zatrzymujący się
samochód. Podniosłam głowę i ujrzałam białego Range Rovera. Wsiadłam do
samochodu.
- Hej, Mała, co się dzieje? – Dom od
razu się zapytał.
- Nic. – powiedziałam zachrypniętym
głosem.
- Dobrze wiesz, że tego nie lubię.
Widzę, że jest coś nie tak, więc nie wciskaj mi kuźwa kitu. Inaczej byś nie
płakała. – wpatrywał się we mnie. Nie odpowiedziałam mu. – Ktoś Cię skrzywdził?
– zapytał.
- Tak. – odpowiedziałam.
- Zabiję. – powiedział przez zęby. –
Co Ci zrobił?
- Skrzywdził moje serce. – spojrzałam
na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Nic nie mówiłaś. – odpalił
samochód.
- Bo nie ma o czym. – powiedziałam.
Dom chciał cos jeszcze dodać, ale zrezygnował i ruszył w stronę domu.
Justin’sPOV
- Justin, kurwa. Chodzę wszędzie i
Cię szukam. – odwróciłem się, a przede mną stał Harry.
- Jak widzisz jestem tutaj. –
wróciłem na stołówkę. Harry ruszył za mną.
Nie rozumiem dlaczego ona mi nie chce
uwierzyć.
Nie powiedziałbym tego. Nie mam nawet
potrzeby.
Poznałem tą dziewczynę. Wiem, że może
to był tylko jeden dzień, ale wydawała się miła. Może i jest dziewczyną
skromną, ale coś mi się w niej podoba.
W sumie już raz się na takiej
„skromnej” dziewczynie przejechałem.
Oszukała mnie, udawała grzeczną
dziewczynkę, biedna taka. A tak naprawdę to było niezłe z niej ziółko. Mniejsza
z tym, że mnie zdradziła. Suka.
Dobrze, że jeszcze się na nią nie natknąłem, jeżeli bym to zrobił, zabił bym
ją.
Od tego czasu nie ufam płci
przeciwnej i jestem dla nich taki jaki jestem.
Ale Julie. Myślę, że nawet muchy by
nie skrzywdziła.
- Och Bieber, nie myślałem, że
zejdziesz, aż tak nisko, żeby przespać się z tą suką. – spojrzałem w stronę z
której usłyszałem te słowa. Stał tam Kyle. Nienawidzę typka, od kiedy go
poznałem, pewny siebie śmieć. Miałem ochotę podejść i sklepać mu mordę.
- Z kim? – zapytałem, bo chyba się
przesłyszałem.
- Z Jackson. – prychnął śmiechem.
- O, prędzej słyszałem coś innego. –
spojrzałem na niego z nienawiścią.
- Hah, nie rozśmieszaj mnie. To teraz
też ją będziesz bronił? Och no proszę jaki gentelman. Wpierw była szmatą, suką,
dziwką. – nagle ktoś mu przerwał, a mnie uspokajał Harry, bo wiedział, że
jeszcze jedno słowo wypowie ten gnojek, a nie wytrzymam.
- Kyle. – podeszła do niego Rox. Ja
się tak czasami zastanawiam gdzie ta dziewczyna zmysły zgubiła, że jest z tym
idiotą. – O czym Ty mówisz?
- Raczej o kim. – odezwałem się, Rox
spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. – O Twojej przyjaciółce, Julie.
- Jejku daj już spokój. Chodź
idziemy. – zwróciła do Kyla.
- Tylko tyle? – odezwał się Harry. –
To Twoja przyjaciółka. – nie odpowiedziała mu, tylko opuściła głowę w dół i
poszła przed siebie, Kyle ruszył za nią
z triumfalnym uśmiechem na twarzy.
Tak z pewnością chciałbym taką
przyjaciółkę.
Jezu nie wytrzymam w tej szkole, ani
minuty więcej. Jadę do domu.
Julia’sPOV
Po pięciu minutach byliśmy już w
domu. Zaraz udałam się do drzwi, ale czekałam jeszcze na Dom’a, drzwi były
zamknięte, a mi nie chciało się wyciągać kluczy. Po chwili chłopak znalazł się
obok mnie i otworzył drzwi.
- Hej Kochanie! – zostałam zaskoczona
ogromnym uściskiem. Zorientowałam się, że to Niall. Już wrócili?
- No hej. - odpowiedziałam i wtuliłam
się w niego mocniej. Brakowało mi tego. Strasznie za nimi tęskniłam, nawet nie
miałam czasu żeby do niego zadzwonić.
- Coś jest nie tak? – blondyn odsunął
mnie i spojrzał mi w oczy. Kimnęłam przecząco głową.
- Nie, jest okay. – uśmiechnęłam się
do niego i przeniosłam wzrok na Ryana.
- Hej Słońce. – Ryan przytulił mnie.
Miałam ochotę po prostu się rozpłakać, ale oszczędzę sobie niepotrzebnych
pytań. Potem po kolei przywitałam się z resztą. Każdy patrzył na mnie z
zainteresowaniem i troską. Wiedzieli, że cos jest nie tak. Na końcu przyszedł
czas na Bruca.
- Hej Mała.
- Hej Duży. – popatrzyłam na niego
złowieszczym wzrokiem. Za chwilę wybuchłam śmiechem. Podeszłam do niego i
przytuliłam go.
- Okay. To opowiadajcie. – usiałam na
kanapie i z uwagą zaczęłam słuchać chłopców.
Minął tydzień. W szkole już ucichła
cała sprawa z niby przespaniem się z Bieberem. On sam się do mnie nie odzywa i
omija szerokim łukiem. Cóż. Coraz bardziej zaczynam wierzyć, że on to
powiedział, już naprawdę się wahałam, wierzyłam, że ktoś inny igra z ogniem i
rozpowiedział głupotę.
Szłam korytarzem do mojej szafki,
musiałam wziąć z niej jedną z książek. Nawet się ucieszyłam, gdy widziałam, że
wszystko wróciło na swoje miejsce. Justin i jego kumple stali przy blondynkach,
Rox siedziała z Kylem, Dav i Austin czekali na mnie przy wejściu, a inni
zajmowali się sobą. Tak cieszy mnie ten widok i cieszy mnie to, że Justin w
końcu da mi spokój.
Wybiłam ciąg liczb, które otworzyły
moją szafkę. Szukałam potrzebnej mi książki, kiedy nagle usłyszałam
krząknięcie. Odwróciłam się, a przede mną stał Justin. Zaraz odwróciłam wzrok i
wróciłam do szukania książki.
- Nie udawaj, że mnie tutaj nie ma. –
powiedział zachrypniętym głosem. Nie zwracałam na niego uwagi, próbuję chociaż.
– Julie.
- Co? – zapytałam i spojrzałam na
niego wzrokiem przepełnionym żalem.
- Porozmawiasz ze mną? – zapytał.
Jego głos był o chrypiały, czyżby był chory.
- Chyba nie mamy o czym. – odwróciłam
się i zamknęłam szafkę. Już chciałam iść, ale Justin złapał mnie za nadgarstek.
- Julie, proszę. – spojrzał mi w
oczy. Jego aż świeciły.
- Ale, Justin. – nagle ucichłam, bo
zauważyłam, że Rox i Kyle się kłócą, nagle chłopak podniósł rękę. Na korytarzu
rozległ się dobrze znany mi dźwięk uderzenia kogoś w twarz.
***
Przywitam się tylko - Hej! :)
No i znowu proszę o komentarze, bo to pisanie robi się jeszcze bardziej bez sensu.
Ciągle czekam....