wtorek, 10 września 2013

Part.1 †


Jeszcze dwie lekcje i wreszcie wyjdę z tej zapchlonej głupimi, niedojrzałymi dzieciakami budy. I jeszcze do tego Pan Jonson. Boże zanudza, gadając rzeczy, które nigdy w życiu raczej mi się nie przydadzą.
Bo po co komu fizyka?!
Siedziałam na tej lekcji w połowie zasypiając.
- Ej, Jackson. - usłyszałam szept za sobą. Spojrzałam na Rox, która udawała, że nic nie słyszy. - Jak tam Twój mężczyzna? - zapytał śmiejąc się przy tym, a jego przyjaciel Harry, wraz z nim. Denerwujący człowiek, nie wiem dlaczego on się podoba Rox.
Oh mówię, że Harry denerwujący, ale przy Bieberze to on mały pikuś, ten to już denerwujący do potęgi entej.
- Jaki mężczyzna? - spojrzałam na niego marszcząc przy tym brwi.
- Chris. - znowu się zaśmiał. Kiedyś mu ten uśmieszek z twarzy zmyję.
Co do Chrisa, hmm, to chłopak, no tak przecież nie dziewczyna, który niby się we mnie podkochuje, czy mu się tam podobam, w sumie jedno i to samo. Tylko, że on nie w moim typie. Zdecydowanie. Ale lubię go.
Już chciałam mu odpowiedzieć, ale przerwał mi Pan Jonson.
- Bieber i Jackson, czy ja wam może nie przeszkadzam? - spiorunował nas wzrokiem.
- Tak właśnie. W końcu się domyśliłeś. - odpowiedział mu Bieber.
Boże zabiję go. Jedyne czego mi teraz potrzeba, to kłopotów w szkole i to jeszcze z Jonsonem.
- Proszę wyjść z klasy. - wskazał palcem na drzwi.
Justin wstał i "zasunął" za sobą krzesło i udał się w stronę drzwi.
- Jackson, Ty też. - zmierzył mnie wzrokiem.
- Mam imię! Mógł by się Pan w końcu nauczyć. To nie trudne, to tylko Julia. - wzięłam torbę i zasunęłam za sobą krzesło, bynajmniej spróbowałam zasunąć w spokoju, ale raczej mi się to nie udało.
Jonson stał i patrzył się na mnie nie dowierzanie. Rox też przyglądał sie mi jak bym co najmniej miała pięć głów.
No tak nigdy przedtem tak nie wybuchałam, starałam się. No, ale ileż można? Ileż można wkurwiać człowieka?
Za nim wyszłam z klasy zapytałam jeszcze Jonsona.
- Nie każe mi Pan iść do Dyrektora? Nie? I bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się jeszcze do niego i wyszłam. Jak najszybciej udałam się do wyjścia, bo po tej lekcji miał przyjechać Ryan, więc na pewno już będzie czekać.
- Ej, Jackson! - usłyszałam za sobą krzyk. Dobrze wiedziałam kto to.
- Następny nie zna mojego imienia. - gwałtownie się odwróciłam.
- Oj, przepraszam, Julie? Tak chyba na Ciebie mówią, no nie? - Justin stanął przede mną.
- Tak wiem, Ty używasz innego imienia, no nie? Na S. - podkreśliłam.
- Oj, oj. Nie spinaj się. - wywróciłam oczami.
- Musisz z tym skończyć. - jego mina spoważniała, a głos stał się niski.
- Niby z czym? - zapytałam zdezorientowana.
- Z wywracaniem na mnie oczami. - syknął.
- Oh naprawdę Justin? Czego chcesz? - zakrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- No chciałem Ci pogratulować. Taka dziewczyna jak Ty postawiła się nauczycielowi, nie aż tak, no ale jednak. - na jego twarzy zawidniał uśmiech.
- Po prostu mnie wkurzył. - spojrzałam na buty. No niby się zawstydziłam.
Kurczę, jestem dobrą aktorką.
- Tak, tak z pewnością. Aa.. - przerwał mu krzyk.
- Bieber! - z klasy wyszedł Harry, Louis i Liam. Justin się odwrócił.
- Zaraz. - odkrzyknął. - Dobra, to do zobaczenia. - oblizał usta i poszedł do chłopaków.
- Do zobaczenia. - wyszeptałam do siebie. Odwróciłam się na pięcie i poszłam.
Zdążyłam wyjść ze szkoły przed dzwonkiem. Uff, nie będę musiała chociaż teraz słuchać Rox, bo jak będę stała przy Ryanie to nie podejdzie. Nawet nie wiem czemu, zawsze tłumaczy, że nie lubi przeszkadzać. Bla, bla, bla.
Tak jak mówiłam. Czarny Range Rover, stał już na parkingu szkolnym.
- Hej. - przytuliłam Ryana.
- No hej. To tak na szybko Mała. Kto dzisiaj jedzie? - zapytał.
- Do cholery przecież wam mówiłam.
- No wiem, nie denerwuj się. - uśmiechnął się do mnie. – Po prostu kłócę się z Dom'em od ponad godziny, bo mówi, że ja jadę z Brianem, a ja mówię, że on też jedzie. - wytłumaczył.
- Boże. Jedziesz Ty, Brian, Dom i Zayn. Takie trudne do zapamiętania? - wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Nie. Nie denerwuj się Kochanie. - uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie w policzek. - Do zobaczenia. - przytulił mnie i wsiadł do samochodu.
- Pa. - pomachałam mu jeszcze ręką i poszłam w swoją stronę.
- Ej! Ty! - usłyszałam gwizdnięcie, ale nie zwracałam na to jakieś większej uwagi, bo przecież tyle osób jest teraz w tym samym miejscu co ja, więc to nie musi być akurat do mnie. Nagle wpadłam na kogoś.
- Kurwa, głucha jesteś! - uniosłam wzrok, przede mną stał wysoki blondyn, ręce miał pokryte tatuażami, a twarz piercingiem. Na odległość śmierdziało od niego wódką i marihuaną. Obrzydliwy typ.
- Daj mi fajkę. - powiedział niskim głosem.
- Nie palę. - próbowałam go ominąć, ale złapał mnie za rękę.
- Nie pierdol tylko daj mi fajkę. - ścisnął moją rękę.
- Skąd mam Ci dać, jeżeli nie mam. - wszyscy patrzyli na nas, ale nikt nie raczył mi pomóc.
Bieber pewnie miał z tego niezłą polewkę, bo też się przyglądał. Bardziej ścisnął moją rękę.
- Suka! - wykrzyczał mi w twarz.
- Martinez! - Bieber do niego podszedł i popchnął go tak, że chłopak uderzył plecami w mur. Wziął rąbek jego koszulki i przycisnął mocniej do ściany. Justin zaczął mu coś mówić, ale szeptał tak, że tylko Martinez mógł usłyszeć co on do niego gada. Po chwili blondyn szybkim krokiem wrócił do swojego towarzystwa, a Justin podszedł do mnie.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, dlaczego to zrobiłeś? - spojrzałam w te jego karmelowe oczy. Podszedł do mnie bliżej.
- Bo tylko ja mogę tak do Ciebie mówić. - Wyszeptał mi do ucha, lekko je przygryzając, cichy chichot wydobył się z jego ust, po czym odszedł.
Dupek. No tak, a na co Ty Julia liczyłaś.

Justin'sPOV

Ta Mała jednak czasami umie postawić się nauczycielowi. Nie było to znowu nie wiem jakie, no ale  jak na nią. Dobre.
- Hej Bieber, Martinez przyczepił się do tej Twojej. - odezwał sie Louis.
- Jakiej mojej? - spojrzałem na niego marszcząc przy tym brwi.
- Julie. - skinął głową na nią i Martineza, który szarpał ją za rękę.
No chyba nie.
Usłyszałem jedno słowo "Suka", moje nogi same porwały się do ruchu. Podszedłem do niego i rzuciłem go na ścianę oraz mocno do niej przycisnąłem biorąc jeszcze rąbka jego koszulki. Na odległość śmierdziało od niego wódką i marihuaną.
- Pamiętaj, jeszcze raz do niej tak powiesz, a wiedz o tym, że wiem gdzie mieszkasz. Pff co ja mówię, nie będę się nawet zastanawiać, zabiję Cię na miejscu. - każde słowo wyszeptałem mocno i wyraźnie, tak tylko by on mógł usłyszeć. - Rozumiemy się? - blondyn skinął tylko głową. Puściłem go, a ten szybkim krokiem odszedł do swojego towarzystwa.
Podszedłem do dziewczyny, która stała trochę w lekkim szoku.
- Wszystko w porządku? - zapytałem.
- Tak, dlaczego to zrobiłeś? - zapytała i spojrzała mi w oczy.
Dlaczego? Hmm.. Sam nie wiem. Tak jakoś samo. Co mam jej odpowiedzieć. Wyzywam ją od pojawienia się w tej szkole, a teraz jej pomagam.
Co z Tobą Bieber?
No właśnie!
Ogar!
Podszedłem do niej bliżej.
- Bo tylko ja mogę tak do Ciebie mówić. - wyszeptałem jej w ucho, lekko je przygryzając. Chichot wydobył się z moich ust, po czym odszedłem do chłopaków.

Julia'sPOV

- Julie! Co z Tobą?! - przybiegła do mnie Rox, a za nią Ashley.
- Nic. A co ma być.- poszłam przed siebie.
- Ale.. - przerwała.
- Rox! Chodź! - odwróciłam się w stronę dochodzącego krzyku.  Był to Kyle. Chłopak Rox.
Boże jak ja typa nienawidzę, nie można opisać. Traktuje Rox jak zabawkę, a ona mu za każdym razem ulegnie, no tak nie dziwię się. Jeżeli tego nie zrobi, ma takie piekło, że aż szkoda gadać. Boi się go.
Kyle to typ właśnie takiego pewnego siebie dupka, dogadał by się z Bieberem.  Nie lubi mnie i okazuje mi to przy każdej okazji.
- No chyba mi nie powiesz, że pójdziesz teraz do tego idioty? - zapytałam Rox z pełną irytacją w głosie tak głośno, by ten debil mógł mnie usłyszeć.
- Rox! - znowu zawołał.
- Julie, przepraszam. - popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem i pobiegła do niego.
Już bym wolała, żeby była z tym Harrym, skoro jej się podoba.
Boże, Julie co Ty mówisz.
Nie, nie chcesz tego.
Wpatrywałam sie w jak że "idealną" parę, kiedy ktoś mnie popchnął.
- Uważaj jak chodzisz! - wykrzyczałam. On tylko wymruczał jakieś przeprosiny i poszedł dalej.
- Widzę, że jesteś dzisiaj wściekła. - odezwała się Ashley.
- No tak, najpierw Jonson, później Bieber, a teraz Rox, a w sumie Kyle. - odpowiedziałam idąc do szkoły. Weszłam do środka i akurat zadzwonił dzwonek.
Świetnie, następne 45 minut, siedzenia i słuchania głupot.
Maruda ze mnie.

Nareszcie do domu. Próbuję sie dodzwonić do Rox, bo nawet nie przyszła na lekcję, kiedy rzadko się jej to zdarza. To chyba czwarta próba. No nic. Nie, to nie.
Wystukałam ciąg liczb, które otworzyły moją szafkę. Chowałam książki, które nie będę mi potrzebne, kiedy nagle usłyszałam krzyki dobiegające z końca korytarza.
Zamknęłam szafkę i poszłam w tam tą stronę i tak tam musiałam iść.
Kiedy zobaczyłam co tam naprawdę się dzieje. Bez zastanawiania podbiegłam do bijącego się Justina i Chrisa.
- Idioci. Justin zostaw go! - próbowałam odciągnąć go od chłopaka. Wcisnęłam się między nimi i odciągnęłam Justina.
- Mówiłem Ci, żebyś się nie wtrącał! - wykrzyczał. Trzymając ręce na jego klatce piersiowej, czułam jak jego serce zaczyna się uspokajać.
- Hej, Justin już starczy. - brunet popatrzył na mnie z góry. - Chris ile razy Ci mówiłam, że masz zostawić to w spokoju. - odwróciłam się do niego. Na pewno znowu im poszło o mnie.
Chris zawsze "prosi" Justina żeby zostawił mnie w spokoju, później mu dogaduje, a Justin nie lubi, gdy ktoś wtrąca sie w jego sprawy.
- Ale jak on Cię traktuje? - prawie wyszeptał, trzymając rękę przy wardze, by zatamować krew.
- Obojętnie. Okay? Po prostu, nie wtrącaj się już i zostaw to w spokoju. Chodź opatrzę Cię. - podałam mu rękę.
- Nie chcę pomocy. - spojrzał na mnie i poszedł.
- Wielki kurwa obrońca się znalazł! - wykrzyczał jeszcze Justin, za nim Chris zniknął w drzwiach łazienki.
Spojrzałam tylko na Justina smutnym wzrokiem i jak najszybciej opuściłam tą klatkę nie wyżytych ludzi.
Co ja mówię, potworów! ;
Szłam ulicą i przyglądałam się każdemu pięknie zrobionemu domowi.
Na szczęśliwe dzieci, które bawiły się na podwórku z rodzicami, czy dziadkami.
Pamiętam, kiedy babcia była za mną głupia, a dziadek to już nawet nie mówię.
Byłam córką tatusia.
A później wyrzucili mnie z domu.
Hah.
Świetni rodzice.
W sumie też im się nie dziwię, kto normalny chce córkę kryminalistę, no i do tego syna.
Ale nie jesteśmy jedynymi ich dziećmi. Jest jeszcze Luke.
Najmłodszy. Ma piętnaście lat.
Uwielbiałam go, teraz nawet nie wiem jak wygląda.
Czy tęsknie za nimi?
Hmm..
Sama nie wiem.
Czasami jest taki moment, że bardzo chciałabym porozmawiać z mamą, czy przytulić się do taty. Pograć w piłkę z Lukiem. Zawsze to robiliśmy.
A czasami jest tak, że dziękuję im za to, że wyrzucali nas z domu, że mam takie życie, a nie inne.
Wiem głupota. ;
Doszłam już do domu. Byłam wykończona. Weszłam do środka, oczywiście zaraz zostałam przywitana.
- Hej Mała. - zawołał Niall z kanapy.
- Hej Kochanie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Hej Julie, jak tam w szkole? - podszedł do mnie Bruce z kubkiem herbaty.
- Nawet nie pytaj. O dla mnie. Dziękuję. - wzięłam kubek, dałam mu całusa w policzek i poszłam na górę.
- Okay zrobię sobie nową. - zaśmiał się.
Weszłam do pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko.
Cieszyła mnie ta cisza, mogłam się uspokoić, wyciszyć, dzisiejszy dzień był dziwny. I to bardzo.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Boże, czego? - krzyknęłam. Ani chwili spokoju.
Do pokoju wszedł Ryan.
- Zejdź musimy pogadać.
-  O czym znowu? - zapytałam ze złością w głosie i poszłam za Ryanem.
Zeszliśmy po schodach i weszliśmy do salonu, gdzie wszyscy już czekali. 

- Mamy kłopot.


***
I jak się podoba rozdział 1? 
Może jakieś pytania do bohaterów. 
Proszę o jakieś komentarze. ;\ Naprawdę mi na nich zależy, bo wiem co wtedy myślicie i czy w ogóle mam po co go pisać.. 
Może jeżeli będzie chociaż +2 komentarze, dodam dwójkę?
To czekam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz