- Mamy kłopot. – wyrwał Bruce.
Spojrzałam na niego marszcząc brwi. To rzadkie, żebyśmy mieli kłopoty.
- Jaki? – usiadłam obok Nialla.
- Nie skończyliśmy wszystkich spraw w
San i chyba będziemy musieli wyjechać. – Bruce patrzył na mnie nie znanym mi
wzrokiem.
- No okay, ale miałam nadzieję, że
wszystko jest skończone. – powiedziałam spoglądając na Ryana, bo to on mnie
zapewnił, że na pewno wszystko już zakończyłam.
- No tak, ale jednak ktoś zagościł się w naszym magazynie, na co nie pozwolę. – Bruce energicznie pokiwał głową.
- No tak, ale jednak ktoś zagościł się w naszym magazynie, na co nie pozwolę. – Bruce energicznie pokiwał głową.
- Mhm. Ale to ja też muszę jechać? –
zapytałam. Jakoś nie miałam ochoty wracać do San Francisco. Po prostu.
- Wow, myślałem, że właśnie będziesz
chciała jechać. – Bruce zdziwił się i spoglądnął na mnie unosząc brwi.
- No, ale mam po co? Dacie sobie
radę. Wszyscy jedziecie? – zapytałam spoglądając na Zayna.
- Nie, Dominick i Logan zostają, no i
Sue. – odpowiedział Ryan.
- A co mnie ona obchodzi. –splunęłam.
– No okay, a kiedy wylatujecie?
- Za trzy godziny. – szybko
odpowiedział Brian.
- I dlaczego wy mi to dopiero teraz
mówicie? – zapytałam. Powinnam wiedzieć o tym pierwsza.
Bruce tylko podrapał się po głowie, a
reszta wpatrywała się w ziemię. – No czekam. – powiedziałam spoglądając na
każdego.
- No po prostu zapomniałem. – głupio
odpowiedział Bruce.
- Bruce to, że zgodziłam się na to by
przez jakiś czas za bardzo nie interesować się sprawami, bo szkoła, bo nauka,
ale te ważniejsze rzeczy mógł byś mi mówić. – podniosłam ton i wstałam z
kanapy.
- Wiem. Przepraszam. Okay? Tak jakoś
wyszło.
- Ta. – wymamrotałam i poszłam do
kuchni.
___
- Pa Kochanie. Będę dzwonić, albo
pisać. – Ryan przytulił mnie na pożegnanie.
Nie lubię tego. Mimo, że wyjeżdżają
na parę dni, to ja i tak będę strasznie tęsknić i będzie mi ich brakować. Za
bardzo jestem z nimi związana.
- Jak coś się będzie działo to daj
znać, obojętnie o której. Okay? – Bruce podszedł do mnie. Zasalutowałam mu i
przytuliłam się do niego, jak i później do reszty. Wsiedli do samochodu i
odjechali, pomachałam im jeszcze za nim zniknęli za zakrętem i wróciłam do
domu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam zastanawiać się co tutaj dzisiaj zrobić,
weekend, a ja znowu spędzę go w domu. Nic nowego.
- Idziesz gdzieś dzisiaj? – Dom
przysiadł się do mnie, a za nim przyszedł Logan.
- Nie raczej nie. A co? – zapytałam
nawet na nich nie spoglądając, tylko wpatrując się w tv, przełączając z
programu na program.
- Bo mój kumpel robi dzisiaj domówkę,
wszyscy są zaproszeni.
Hmm. Domówka. Cóż można się wybrać,
przecież nie będę cały czas siedzieć w domu. Jeszcze trochę i można będzie mnie
odwieź do wariatkowa.
- No okay, o której? – zapytałam
wstając z kanapy.
- O 20. – skinęłam tylko głową i
poszłam na górę.
Pójdę się wykąpać.
Puściłam wodę, nalałam malinowego
płynu do kąpieli i włączyłam radio.
Przyznam nie umiem się kąpać nie
słuchając muzyki.
Przy niej mogę się wyciszyć, zapomnieć chociaż na chwilę o
otaczającym mnie świecie.
Większość gangów nie słucha muzyki,
albo chociaż się nią nie interesuje.
U nas jest jednak inaczej, każdy z
nas ma swój ulubiony rodzaj i każdy z nas czegoś słucha. Niall nawet gra na
gitarze. Tak, trudno w to uwierzyć.
Zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam
do wanny. Ciepła woda okryła moje ciało.
Tak tego mi brakowało.
Rox’sPOV
- Mówiłem Ci, że masz przestać gapić
się na tego dupka! – Kyle poszarpał mnie za rękę.
- Przecież się na niego nie gapię. –
powiedziałam prawie płacząc. Oczywiście to nie była prawda. Przyglądałam się
Harryemu, ale to wcale nie jest moja wina. Po prostu zapomniałam się.
Zapomniałam, że stoję z Kylem, a nie z Julie. Przy niej zawsze się gapię na
Harryego, bo przecież on też zawsze obok niej jest, tam gdzie Justin, tam też
Harry. A Bieber często się kręci przy Julie.
- Nie gapiłaś?! No proszę Cię, a co
takiego robiłaś? Wodziłaś za nim wzrokiem! A Ty mi chcesz wcisnąć, że się na
niego nie gapisz! Boże trzymaj mnie. – wykrzyczał mi prosto w twarz. Z moich
oczu popłynęły swobodnie łzy. Kocham Kyle’a, ale co mogę za to, że Harry mi się
podoba, ten chłopka ma coś w sobie, co mnie tak do niego przyciąga. Nie umiem
sobie z tym poradzić.
- Kochanie uspokój się. –
wyszeptałam, wycierając przy tym łzy.
- Nie, bo znowu mnie okłamujesz, a
wiesz jak tego nie lubię. – powiedział, a jego każde słowo przeszywał jad.
- Wiem i przepraszam. Ja. Po prostu,
mam tak czasami, że nie wiem nawet za kim wiodę wzrok, więc nie miej mi tego za
złe. – podeszłam do niego. – Kyle? – prawie wyszeptałam.
- Nie! To wszystko przez tą sukę
Julie. Udaje świętą, a tak naprawdę to niezłe z niej ziółko.
- O czym Ty mówisz? – zapytałam,
zdezorientowana tym wszystkim, co ma do tego Julie, dlaczego nagle na nią
przeniósł temat?
- W końcu sama się dowiesz. –
zrezygnował z kłócenia się ze mną i udał się przed siebie.
- Kyle, ale czego mam się dowiedzieć?
– zawołałam. Kyle stanął na chwilę, w pewnej chwili myślałam, że mnie oleje i
pójdzie dalej, ale jednak się odwrócił.
- Naprawdę? Nie wierzę, że jest tak
święta jaką udaje. Ludzie z San nie są tacy jak ona. Nie kryją się, tam jest
inne życie. A ona co? – zrozumiałam to jak by pytał się mnie, ale ja raczej nie
znam na to odpowiedzi. – No właśnie, nie jest takim człowiekiem. I nie. Nie
wmawiaj mi, że ona jest inna. Nie, ona jest taka sama, wychowała się tam. To
powinno Ci dużo mówić. – odwrócił się na pięcie i poszedł.
Zrobił mi totalny mętlik w głowie. To
prawda ludzie stamtąd są inni, nie kryją się z swoim bogactwem, nie są
spokojnymi ludźmi. Mieliśmy też kiedyś w szkole takiego typka, był wprost
wkurzający. Przechwalał się czym tylko mógł. Ale za to Julie taka nie jest. Jej
rodzice śpią na kasie, ale ona jednak nie przechwala się tym.
Eh, dla mnie ona jest innym
człowiekiem, bardziej wychowanym.
Julia’sPOV
Po 15 minutach wyszłam. Ubrałam
szlafrok i poszłam do pokoju poszukać czegoś do ubrania. Otworzyłam szafę i
zaczęłam przeglądać rzeczy, które w niej mam. Jakoś nie umiałam znaleźć czegoś
odpowiedniego. Nałożyłam na siebie cztery zestawy i w końcu zdecydowałam się na
zwykłe spodenki i koszulkę, a do tego Vansy, może jeszcze wezmę jakiś sweterek,
bo tutaj noce o tej porze są chłodne. Włosy zostawiłam rozpuszczone, nałożyłam
jeszcze trochę korektora pod oczy, i tusz do rzęs. Spojrzałam ostatni raz w
lustro. Okay. Wyglądasz ślicznie.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i udałam się na dół.
- No nareszcie. Ileż można na Ciebie
czekać? – Dom i Logan czekali już przy drzwiach.
- Nie wiedziałam co ubrać. – mówiłam
wychodząc z domu.
- Obojętnie i tak będziesz wyglądać
ślicznie. –odparł Dominick i otworzył nam samochód.
- Ooo, dziękuję. – uśmiechnęłam się
do niego i wsiadłam do Range Rovera.
Ruszyliśmy z piskiem opon. Włączyłam
radio, bo bez tego to też nie mogę jeździć normalnie samochodem.
- To kto nie pije? – zapytałam, bo
wątpię, że Dominick, nie będzie pił, a ktoś ich do z powrotem musi odwieź.
- No właśnie z tym jest problem. –
wyrwał Logan.
- Wiesz chciał bym się czegoś napić,
Logan też, ale nie wiem jak Ty i czy dam Ci moje autko. – powiedział wpatrując
się w drogę.
- Co masz na myśli? – zapytałam.
- No przy Twoim trybie jeżdżenia.
- Oj marudzisz, jeszcze żyję, a mój
samochód też. Więc nie marudź, bo pójdziesz piechotą do domu. – pogłośniłam
muzykę, żeby więcej nic nie mówili. Tak też dalszą drogę przejechaliśmy w
ciszy.
Dojechaliśmy na miejsce, rozglądnęłam
się wokoło i tylko co widziałam to ciemność i krzaki. Spojrzałam tylko na
Dominicka pytającym wzrokiem.
- Heh, chodźcie. – prowadził nas
jakąś polną drogą, która prowadziła do ogromnego domu. Gdy ujrzałam połowę
twarzy z szkoły w pewnej chwili zwątpiłam, no ale cóż teraz się już nie
wycofuję. Schowałam się trochę za Domem, żeby ktoś mnie nie poznał i się głupio
na mnie nie gapił. Weszliśmy do środka, od razu do Dominicka podszedł ten jego
kolega, organizator tej całej domówki. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Boże
tu jest prawie cała szkoła i po co ja tu przylazłam.
- To Twoja? – kolega Dom’a skinął
głową na mnie.
- Przyjaciółka. – Dom uśmiechnął się
patrząc na mnie.
- Oh. Nico jestem, a Ty? – podał mi
rękę.
- Julie. – podałam mu swoją.
- Ładnie. A ile masz lat? – zapytała,
a na jego twarzy widniał uśmiech od ucha do ucha.
- To akurat nie powinno Cię
obchodzić. – popatrzyłam na niego z uśmiechem na twarzy. Przecież nie będę mu
mówić ile mam lat.
- Okaaaay. – Nico wycofał się i
odszedł do grupki stojącej obok.
- Nie musiałaś być taka nie miła. –
Dominick objął mnie w pasie i szepnął na ucho.
- Oh Dom, znasz mnie. – uśmiechnęłam
się do niego.
- Julie?! Co Ty tu robisz. –
gwałtownie się odwróciłam. Boże, jeszcze ich tutaj brakowało. Przed moimi
oczami stanęła Rox i Ashley.
- Em chyba to co Ty. – uśmiechnęłam
się do niej i przytuliłam na powitanie.
- No tak. W sumie. Chodź idziemy
zatańczyć. Po za tym ładnie wyglądasz. – ciągnąc mnie za rękę, prowadziła do
grupki tańczących ludzi, jeżeli to można nazwać tańcem. Ale okay.
Nagle poczułam oplatającą mnie parę
rąk, przestraszyłam się trochę.
- Hej, słońce Ty moje. – szepnął mi
do ucha. Odwróciłam się, a moje kąciki ust od razu uniosły się do góry. Był to
David. – Mam nadzieję, że ze mną zatańczysz? – zapytał, skinęłam tylko głową i
zaczęłam tańczyć.
Po pół godzinie musiałam zrobić sobie
przerwę.
Miałam wrażenie, że palce mi zaraz
odpadną. Bo kuźwa głupi ludzie nie patrzą gdzie idą, tylko depczą wszystkim po
stopach.
Wyszłam na dwór, by zaczerpnąć trochę
świeżego powietrza, bo tam to tylko dym papierosowy i marihuana i poszukać
Dom’a, i Logana. Rozejrzałam się wokoło, ale jakoś nigdzie ich nie widziałam.
Postanowiłam iść ich poszukać, więc udałam się w stronę ogrodu. Myślę, że tam
jest ogród. Mijałam wiele ludzi, nawet nie chcecie wiedzieć co robili, ale
chłopków jak nie było, tak nie ma.
- No proszę, kogo ja tu widzę. –
usłyszałam śmiechy. Odwróciłam sie i spojrzałam, czy to na pewno było do mnie.
Przed oczami pojawił się Justin i jego zgraja kumpli. Mój żołądek fiknął
koziołka, zrobiło mi się gorącą. Sama się sobie dziwię. Ale ja tego człowieka
nie lubię i jakoś się go boję. Tak jest jedną z niewielu takich osób.
Stałam tam jak sparaliżowana.
Boże co się z Tobą dzieję.
- Oj co się dzieję, czyżby Pani Julie
się czegoś bała? – podszedł do mnie z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Ja. Em. Muszę iść. – wymamrotałam
tylko i próbowałam go ominąć. Jednak nie mogłam. Justin złapał mnie mocno za
nadgarstek.
- Auć to boli. – prawie wyszeptałam,
a głos na końcu mi się załamał. Nie rozumie co takiego zrobiłam temu
człowiekowi. I muszę się teraz z nim użerać.
- I ma boleć suko! – wykrzyczał mi w
twarz. – Mnie tak szybko się nie pozbędziesz!
- Zostaw ją. – usłyszałam niski głos,
bardzo dobrze go znałam, to Dom.
- Spierdalaj i się nie wtrącaj! –
Bieber kontynuował.
Wiedziałam, że to już koniec, że nic
nie da rady, by powstrzymać Dominicka, obojętnie co mu powiem. Bieber
wypowiedział słowo, które nigdy nie można do mnie powiedzieć, a ja
wypowiedziałam słowo, które nigdy nie powinno wypłynąć z moich ust, czyli: auć.
Ale musze coś zrobić, bo przecież Dom pójdzie na niego z łapami.
- Nie spierdalaj, dzieciaczku, tylko
ją puść i odejdź jak najdalej. I tak już za dużo powiedziałeś i zrobiłeś. – Dom
powiedział, jeszcze, spokojnym tonem.
- Dom jest w porządku. – zwróciłam do
chłopaka. Justin spojrzał na mnie uśmiechając się i mocniej ścisnął ręką.
Syknęłam z bólu, to naprawdę boli.
- Ostatni raz Ci mówię, że kurwa,
masz ją zostawić! – Dominick syknął. Czuję, że już nie wytrzymuje.
Justin popchnął mnie tak, że upadłam
na ziemie i rzucił się na Dominicka. Chciałam iść i ich odciągnąć, Dominick by
mnie posłuchał, ale ktoś złapał mnie w tali i nie chciał puścić. Szarpałam się,
wyrywałam, kopałam, ale nic, wszyscy mieli z tego niezłą zabawę, a to powoli
nie robiło się śmieszne. Dominick zaczął dominować, przycisnął Justina do
podłogi oraz go przysiadł i zaczął okładać go pięściami. Boże zabije go.
W końcu wyrwałam się z czyjegoś
uścisku i podbiegłam do nich.
- Dom, proszę Cię zostaw go! –
krzyczałam płacząc. Naprawdę nie chce, żaby Dominick znowu się w coś wplątał.
Już kiedyś kogoś tak zabił. – Dominick!
– popchnęłam go, ale nic. Co ja mogę tam zrobić. Zrezygnowana usiadłam na
ziemi. – Dom, proszę! – krzyczałam. W końcu mnie posłuchał i zszedł z Justina.
Szybko do niego podeszłam. Brunet skulił się z bólu i zaczął kaszleć.
- Justin. – wyszeptałam, a łzy
płynęły strumieniem z moich oczu.
***
Hej! :)
Chcę coś z wami ustalić.
W końcu chciałabym wiedzieć kto tak naprawdę czyta, codziennie ktoś wchodzi, ale komentarza nie ma ani jednego. Umówiłam się z wami, że dodam ten rozdział, gdy chociaż będą 2 komentarze, ja naprawdę dużo nie żądam, dla mnie to ważne, nawet nie wiecie jak wtedy uśmiecha mi się buzia, a dla was to minuta.
Chcę wiedzieć, czy was przypadkiem nie zanudzam, jeżeli już naprawdę nie chce Ci się dodawać komentarza, to chociaż zostaw opinię, jeden klik.
Naprawdę mina tym zależy.
Jeżeli chcecie wiedzieć jakie są dalsze przygody bohaterów, zostawcie tutaj +2 komentarze.
Jeżeli ich nie będzie nie dodam następnego rozdziału.
Mały szantażyk. :)
Hej. Jakiś czas temu składałaś na jednym blogu zamówienia na szablon. Niestety zamówienie nie zostało przyjęta, a ja niż zainspirowana postanowiłam stworzyć taki szablon. Nie jest on idealny ponieważ dopiero zaczynam przygodę z grafiką. Możesz go pobrać i wstawić na swojego bloga tylko poinformuj mnie o tym w "pobranych". Link do notki:http://szablonovo.blogspot.com/2013/09/justin-and-barbara.html
OdpowiedzUsuńSpróbuj z tego linku http://hostuje.net/file.php?id=8c37991f7ad88b4afbd3c7e388ee9beb
OdpowiedzUsuńChyba wiem w czym jest problem pobierz jeszcze raz plik z linku powyżej i rozpakuj to co zostało pobrane. Jeżeli będzie jakiś problem podaj może swojego maila to dokładniej to opisze,prześle Ci instrukcje,podeśle całe css
OdpowiedzUsuńWidzę,że udało się;D. Mogłabyś wstawić na swojego bloga mój button lub napisać,że to ja jestem autorką szablonu?
OdpowiedzUsuńTak w końcu mi się udało. :) Nie wiem dlaczego wczoraj miałam kłopot. :)
UsuńDodałam button. :) Jeszcze raz dziękuję. :>