- Justin. – wyszeptałam, a łzy
płynęły strumieniem z moich oczu.
Dlaczego?
Sama nie wiem. Czy to przez
Dominicka, czy przez Justina. Może się bałam, że Dom mu zrobi krzywdę. Nie
wiem. Gubię się w tym. Chłopak na mnie nawet nie spojrzał. Poczułam, że ktoś
mnie od niego odciąga.
- Julie chodź. – usłyszałam głos
Logana.
Niepewnie wstałam i rozglądnęłam się.
Harry, Liam i Louis stali i patrzyli
się na mnie jak bym co najmniej ja tutaj kogoś zabiła. Rox, Ashley i David
stali jak wryci i chyba nawet nie ogarniali co się w tej chwili stało.
Opuściłam głowę na dół i opuściłam to
miejsce, a z oczu popłynęły mi kolejne litry wody.
Doszliśmy do samochodu, przy którym
stał Dom.
- Pojebało Cię totalnie?! –
krzyknęłam nie zastanawiając się nawet.
- Ale o co Ci chodzi? – zapytał
patrząc na mnie i marszcząc przy tym brwi.
- Kurwa o co mi chodzi? Mógł byś go
zabić idioto! Pomyślałeś chociaż przez chwilę?! – wydarłam się.
- Julie uspokój się. – Logan próbował
mnie chociaż trochę uciszyć. Wiedział, ze jestem wkurzona i zaczynam nad sobą
nie panować.
- Nie uspokój się!
- Julie, miałem pozwolić żeby robił
Ci krzywdę?! Naprawdę! Chcesz mnie wpędzić do grobu. – spojrzałam na niego
pytającym wzrokiem. – Jeżeli by Ci się coś stało, Ryan udusił by mnie jedną
ręką. Julie nie może doznać żadnego bólu,
a nazwij ją suką, zabiję Cię bez zastanawiania. – Dom przypomniał słowa
Ryana, który od początku ustalił z nimi taką „regułkę”. – I mimo tego, że
obiecałem, miałem to tak zostawić?!
- Nic by mi nie zrobił. –
powiedziałam już spokojniejszym głosem.
- Skąd masz pewność? – zapytała,
wyrzucając ręce w powietrze.
- Bo codziennie to robi i jakoś
wracam cała do domu. – prawie wykrzyczałam. Zrezygnowałam się z kłócenia z nimi
i wsiadłam do samochodu. Sama. Oni nadal tam stali i o czymś dyskutowali.
Oparłam głowę o zagłówek, nabrałam
powietrza do płuc i zacisnęłam powieki.
Chociaż w sumie nic takiego się nie
stało, to ja i tak czuję się źle.
Powinnam być do tego przyzwyczajona,
ale jednak, biły się nie te osoby co miały.
Tak przyznam najbardziej bałam się o
Justina, ale o Dom’a też. Jemu nic strasznego by się nie stało, ale nie
chciałabym tego, żeby znów miał problemy z powodu pobicia;
Wyciągnęłam z schowka paczkę
papierosów. Zapaliłam i mocno zaciągnęłam, pozwalając by dym rozprze szczenił
się w moich płucach, przytrzymując go w nich. Po chwili swobodnie go wypuściłam
tworząc przy tym idealne kółko, a chłopcy wsiedli do samochodu.
- Julie, chcesz nam powiedzieć, że on
robi to codziennie tak? Codziennie Cię krzywdzi i wyzywa? – Logan usiał obok
mnie na miejscu pasażera i dobrze, bo na razie nie chcę Dom’a nawet widzieć, a
co dopiero słuchać.
Nie odpowiedziałam mu nawet, bo
wiedziałam, że jeszcze bardziej się wkurzą, a ja wraz z nimi. Jak się uspokoją
to później z nimi pogadam. Jeżeli oczywiście będę miała na to ochotę.
Wyrzuciłam fajkę za okno i odpaliłam
samochód, ruszyłam doprowadzając wskazówkę licznika do jak największej liczby.
Po 10 minutach byliśmy już w domu.
Wyszłam pierwsza i trzasnęłam
drzwiami, żeby zrobić na złość Dominickowi, on jest chory na punkcie swojego
„autka”. W sumie ja nawet nie wiem dlaczego jestem na niego zła, jak by nie
patrzeć to on mi pomógł, obronił. Boże okay, gubię się już w własnych myślach.
Wchodząc do domu od razu poszłam na górę.
Ostatnia lekcja. Nareszcie. Wiem
maruda ze mnie, ale ludzie w tej budzie denerwują mnie od rana. A najbardziej
Rox. Ja nie wiem, czy ona naprawdę musi wszystko, ale to dosłownie wszystko
wiedzieć? To Ashley i David dają mi spokój, nie wypytują się, nawet czasami
opamiętują Rox, ale ona nic, dalej swoje. Połowa ludzi która tam była
przychodzi do mnie i mówi, że mam podziękować swojemu kumplowi za to, że w
końcu dokopał Bieberowi, inni znowu, a ma na myśli laski, bo niektóre tutaj to
zakochane w Justinie, a on uważa je tylko jako zabawkę, zastanawiam się ile już
z nich leżało pod Bieberem, ale obojętnie, patrzą się na mnie jak bym im co
najmniej ojca zabiła. A po pierwsze to nie ja rzuciłam sie z pięściami na
Justina.
Zauważyłam Liama, stojącego przy
swojej szafce z jakąś dziewczyną. Już od początku chciałam się go zapytać co z
Justinem, bo dzisiaj go nie ma w szkole, za co się nie dziwię. A Liam jako
jedyny wydaję mi się normalny z tej całej paczki. Wahałam się, ale w końcu
podeszłam.
- Em. Liam? Przepraszam. – prawie
wyszeptałam, odchrząkając na końcu.
- To do potem. – Liam uśmiechnął się
do dziewczyny stojącej obok, z tego co słyszałam to ma na imię Sophie, czy
jakoś tak. Podobno coś ze sobą.
– Tak? – zapytał patrząc na mnie.
- Em, chciałam się zapytać co z. –
zawahałam się. – Co z Justinem. – wydusiłam.
- W porządku. – odpowiedział
zamykając szafkę. Ucieszyłam słysząc chociaż te „w porządku”.
- O to okay. Chciałam też przerosić.
– zaczęłam bawić się rąbkiem koszulki i wpatrywałam się w podłogę.
- Nie ma za co. – Liam powiedział to
takim spokojnym głosem.
- Ma za co! – nagle zza Payna wyszedł
Louis.
- Nie Lou, nie ma, to nie jej wina. –
podszedł Harry. – Jak już mówiłem Bieber jest sam sobie winny. To ja
wiedziałem, że nie da mu rady, on był dwa razy większy od niego. – Harry
wytłumaczył patrząc to raz na Louisa, to na Liama, a na końcu na mnie.
- To dlaczego ich nie powstrzymałeś?
– nagle wyrwałam. Boże dlaczego? Przecież to było w moich myślach.
- Nie robimy tego, Bieber by się do
tego jeszcze nie potrzebnie wkurzył, nie możemy mu przeszkadzać. – wzruszył
ramionami.
Skinęłam tylko głową.
- Okay, to ja idę. – wyszeptałam
jąkając się. Nie patrząc więcej na nich odwróciłam się i poszłam przed siebie.
Ostatnie trzy dni minęły mi w miarę w
spokoju. Nikt się nie czepiał, bo kto, jak Biebera nadal nie ma. Ostatnio nawet
nie było Harryego, Liama i Louisa. Nic tylko w te trzy dni korzystać z życia.
Tsa. Nadal nie odzywam się do Dominicka, teraz to pokłóciłam się z nim na
dobre, chce wszystko powiedzieć Ryanowi. Na co nie pozwolę, on nie może się
niczego dowiedzieć.
Siedziałam na stołówce, rozmawiałam i
śmiałam się z żartu Austina. Kiedy nagle poczułam, że ktoś za mną stoi.
Spojrzałam na Rox, która gapiła się za stojącą osobą za mną, z buzią lekko
otwartą.
- Nie odwracaj się. – Davis
wyszeptał. Nie miałam pojęcia kto za mną stoi.
- Oj raczej ma się odwrócić. – kiedy
usłyszałam ten głos, moje ciało jak by zostało w tej chwili porażone prądem.
Czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła. – Głucha kurwa jesteś?! –
wykrzyczał, na co cała stołówka ucichła. Niepewnie się odwróciłam, nie patrząc
w górę, jakoś w tej chwili interesowały mnie ich buty. Nagle Justin do mnie
podszedł, chwycił moją twarz i przycisnął na niej swoje palce.
- Zapłacisz za to. – wyszeptał,
przywierając bardziej palce na moich policzkach. Spojrzał mi ostatni raz w oczy
po czym popchnął moją twarz w prawo. Rozmasowałam miejsca, które trzymał.
Zauważyłam, że odpuszcza już i odchodzi.
- Dlaczego ja? Co ja Ci takiego do
cholery zrobiła? Naprawdę nie masz się na kim wyżywać? – zaczęłam krzyczeć.
Powoli się odwrócił, ostatni z całej grupy z którą przyszedł.
- Bo mam taki kaprys i Ty jesteś tą
której tak bardzo nienawidzę, nawet za to, że nasłałaś na mnie jednego z swoich
kolesi!
- Nasłałam?! Proszę Cię, sam
zacząłeś. Naprawdę tak trudno przyznać się do winy?! I co ja Ci takiego
zrobiłam, że mnie nienawidzisz, wiesz coś w ogóle o mnie? Cokolwiek? – moja
klatka poruszała się szybkim tempem.
- Jesteś zwykłą suką, dziwką, szmatą.
– poczułam jak by ktoś uderzył mnie w twarz. Do oczu napłynęły mi łzy.
Powstrzymałam je. Wzięłam swój plecak i udałam się szybkim krokiem ku wyjściu.
Czułam jak ludzie wypalają dziury w moim ciele. Popchnęłam ciężkie, metalowe
drzwi i pobiegłam do łazienki, obijając się o jakiś ludzi.
Wpadłam do łazienki i weszłam do
jednej z kabin, zamykając ją na klucz i swobodnie zsunęłam się po drzwiach,
skuliłam się przyciągając kolana do piersi i rozpłakałam się jak małe dziecko.
Nie będę więcej się okłamywać.
Czuję coś do niego i każde
wypowiedziane przez niego słowo, rani mnie, a nawet zabija od środka.
On jest okropny.
Nagle usłyszałam pukanie.
- Kochanie otwórz. – usłyszałam
wysoki głos Rox. – Ja wiem, że nie powinien tak mówić. Taki jest właśnie
Justin, nie obchodzi go ból innych.
Uspokoiłam się na tyle, by otworzyć
drzwi. Wyszłam z kabiny i od razu przytuliłam się do Rox.
Justin’sPOV
- Jesteś zwykłą suką, dziwką, szmatą!
– wykrzyczałem patrząc jej w oczy. Dziewczyna więcej nic nie mówiła, tylko
schyliła się po swój plecak i szybkim krokiem udała się do wyjścia. Spojrzałem
na Harryego.
- I to jest ten Twój szacunek do
dziewczyn? – odwrócił wzrok i machnął tylko ręką.
- O co Ci chodzi? – zapytałem
marszcząc przy tym brwi.
- O nic. Sukinsyn zawsze pozostanie
sukinsynem. – poszedł nie patrząc więcej na mnie. Za to od razu dostał by w
gębę, że nawet nie wiedziałby z której strony, ale, trudno to przyznać, ma
racje.
Mam ochotę pobiec za nią i ją za to
przeprosić.
Co się ze mną dzieje?
Raz ją obrażam, a raz chcę ja kurwa
przepraszać.
Bieber ogarnij się.
Bieber ogarnij się.
Wolę zadziorne dziewczyny, skąpo
ubrane, bezczelne, pyskate. A Julie jest odwrotnością tego w czym gustuję.
Skromna, zakrywa każdą część swojego idealnego ciała. Może w tym jest problem?
Może ma ochotę zerwać z niej te ciuchy?
Z fantazjowania o Julie, wyrwał mnie
Louis. Nie patrząc nawet na niego, udałem się w stronę wyjścia, pchnąłem te
metalowe drzwi, prawie uderzając przy tym jakąś laskę. Idąc korytarzem
prowadzącym wprost do wyjścia, wzrokiem szukałem Julie, ale jej tutaj nie było,
pchając następne drzwi, które stały mi na przeszkodzie wyszedłem przed szkołę.
Mój wzrok zaraz utkwił na drobnej postawie, która siedziała na ławce, a ta
druga, Rox chyba, obok niej. Nad nią jeszcze stał ten David i Austin. Bez
większego zastanawiania się podszedłem do niej.
- Julie. Możemy pogadać? – zapytałem
patrząc tylko na nią. Nie przejmowałem się wzrokiem Rox, która zaraz mi wypali
dziurę na twarzy.
- Chyba już za dużo powiedziałeś. –
odezwał się David. Nie zwracałem na niego uwagi i nadal wpatrywałem się w
brunetkę. Podniosła wzrok i popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami. Zrobiło mi
się dziwnie, ale nie znam tego uczucia, więc nie wiem jak je nazwać.
- Okay David. – popatrzyła na
chłopaka i się do niego lekko uśmiechnęła, on tylko skinął głową. Przeniosła
wzrok na mnie. – Tylko chwila. – spojrzała na Rox. Dziewczyna tylko mruknęła
coś pod nosem i odeszła wraz z chłopkami. Usiadłem przy Julie, która trochę się
ode mnie odsunęła. Nie dziwię się. Spojrzałem przed siebie i zauważyłem
Harryego, Liama, Louisa i innych wpatrujących się we mnie z pełnym
zaciekawieniem.
- Chodź gdzieś indziej. – wstałem.
- Co? – popatrzyła na mnie zdezorientowana.
- Chodź. Po prostu mi zaufaj i chodź
ze mną. – wydusiłem.
- Jak mam Ci Justin zaufać? – spojrzała na mnie
marszcząc przy tym brwi.
- Po prostu, ten ostatni i pierwszy
raz mi zaufaj i chodź ze mną. Chce z Tobą pogadać, ale nie tutaj.
Dziewczyna chwilę się zastanawiała,
ale wstała i poszła za mną. Czułem jak byliśmy, wręcz pożerani wzrokiem.
Najbardziej przez dziewczyny, które myślały, że coś do nich kręcę, że tak
powiem, a one były tylko zabawką na jeden raz. Wsiedliśmy do samochodu. Julie
powoli zapięła pas, na co jej zawtórowałem. Odpaliłem i w ciszy ruszyliśmy.
Przez całą drogę spoglądałem na Julie, siedziała jak na szpilkach i bawiła się
swoimi palcami. Dojechaliśmy na miejsce. Wyszedłem z samochodu czekając, aż
dziewczyna zrobi to samo. Ale jakoś nie zapowiadało się na to, że to zrobi.
Więc podszedłem i otworzyłem jej drzwi.
- Wychodzisz? – zapytałem chichocząc
przy tym.
- Em. Tak. – odpowiedziała mi jąkając
się.
Julia’sPOV
Zastanawiam się po co ja się w ogóle
zgodziłam gdzieś z nim pojechać. Ogłupiałam chyba. Najpierw mnie zwyzywał od
najgorszych, a teraz gdzieś z nim jadę.
Boże, gdzie ja mózg zgubiłam?
Przez całą drogę siedziałam jak na
szpilkach. Denerwowałam się, bo nie wiedziałam, gdzie mnie zawiezie. Bawiłam
się swoimi palcami, czasami tak robię. Tylko się zastanawiam, czy to w ogóle
pomaga.
Dojechaliśmy na miejsce, tak
przypuszczam, bo Justin zgasił samochód. Rozglądnęłam się. Znam to miejsce i
ten magazyn. Pięć miesięcy temu, pożegnaliśmy się z nim raz na zawsze, nawet
nie wiemy, czy byli tam ludzie. Rozkaz to rozkaz.
Justin wyszedł z samochodu, a ja jak
bym się przykleiła do tego skórzanego siedzenia, bo nie umiałam się ruszyć.
Nagle moje drzwi się otworzyły.
- Wychodzisz? – usłyszałam lekki
chichot.
- Em. Tak. – odpowiedziałam jąkając
się.
Justin zamknął samochód.
- Chodź. – zaczęłam iść za nim, a on
prowadził mnie do środka magazynu, zastanawiam się po co akurat tam.
Weszliśmy do środka, rozglądnęłam
się. Wszystko nie spłonęło. Ciągle szłam za Justinem, który wyszedł za magazyn.
Od razu buchnęło we mnie zimne powietrze, na co zareagowałam trzęsąc się. Widok
aż zapierał dech w piersiach. Połowa Londynu. Boże coś cudownego. Spojrzałam na
Justina, który wpatrywał się przed siebie.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? –
zapytałam.
***
Hej ! ;<
Postanowiłam dalej pisać.
Namówiła mnie do tego moja przyjaciółka, która jako jedyna czyta moje wypociny. ;\
I wymyśliła nazwę:
Justin + Julie = Jusie
Bardzo mi się podoba.
Nadal jednak mi zależy na tym, by ktoś komentował. ;\
JAKO JEDYNA?CIEKAWE ŻE JA SKOMENTOWAŁAM PROLOG I CAŁY CZAS CZYTAM
OdpowiedzUsuńOk, przepraszam.
UsuńTylko, że jak prosiłam o komentarz, bo chciałam wiedzieć kto tak na pewno czyta, nie odezwałaś się. ;\
Ale dziękuję. uwielbiam Cię za to. <3