Głośno
westchnął, zdawało się jak by przy nas cały czas to robił.
- Dobrze,
jeżeli tak to wam powiem. – ściągnął okulary i przewiesił je sobie na kieszeni,
która znajdowała się w miejscu serca, na fartuchu. Wyglądał jak by chciał
powiedzieć nam coś strasznego. Z nerwów aż skręciło mnie w brzuchu. – Wszystko
z nim w porządku. – wydusił w końcu.
Runęła ze mnie cała niepewność i ulga ogarnęła moje ciało. - Rękę trzeba było
zszyć i ma ją w szynie, rana na głowie nie była tak głęboka jak się zdawało,
została zaopatrzona, po za wieloma siniakami, jest z nim wszystko w porządku. – powiedział tak
jakby od niechcenia. Każdy wypuścił
swobodnie powietrze, które przetrzymywali w sobie od kiedy lekarz w ogóle
otworzył usta.
-
Przepraszam. – usłyszeliśmy damski głos. Justin i Liam gwałtownie się
odwrócili. Z Sali wyszła pielęgniarka, która nie mogła przejść, bo chłopcy
zastawili jej drogę. Bieber i Payne grzecznie się odsunęli. Starsza kobieta
podziękowała im. Teraz dopiero zauważyłam, że za nią kryła się jeszcze jedna
dziewczyna. Młoda, blondynka, wyglądała na speszoną.
To już wiem
dlaczego Justina ciągle się tam patrzył. Mój brzuch zawirował, tak jakbym się
zdenerwowała, lub bała się czegoś. Znałam te uczucia, ale w tym momencie nie
było powodu, by je doznać. Spuściłam głowę.
- Em, możemy wejść do niego? – wyrwał Liam.
- Tak.
Możecie go nawet wziąć do domu. – wypowiedział ostatnie słowa, już odchodząc od
nas. Zmroziłam go wzrokiem, ugh nienawidzę takich typów. Myślą, że potrafią
komuś uratować życie i robią z siebie jakiś super bohaterów.
- Julie,
idziesz? – usłyszałam głos Rox. Dopiero teraz zauważyłam, że siedzę sama,
wszyscy zdążyli już wejść do pokoju. Nie odpowiadając jej wstałam, spojrzałam
na nią i lekko się uśmiechnęłam, na co ona odpowiedziała mi tym samym. Weszłam
do pokoju, chłopcy już zdążyli się przywitać.
- I jak się
czujesz? – zapytał Harry.
- Jest
okay, po za tym, że wszystko mnie boli. – zaśmiał się Louis.– Lepiej mi
powiedzcie co z wami. – spojrzał na Rox i Harryego.
- W
porządku. To Ty tutaj jesteś najbardziej poszkodowany, a pytasz jak my się
czujemy. Jak widzisz stoimy tutaj cali, więc nie ma obawy.
- Co z
ręką? – zapytał i skinął głową na rękę Rox.
- Poobijana
tylko, nic więcej. – dziewczyna uśmiechnęła się
przyjaźnie, Louis odwzajemnił uśmiech i wstał.
- Ja chcę do
mojego łóżka. – Lou powiedział rozpaczliwie, po czym wybuchnął śmiechem.
Atmosfer się trochę rozluźniła.
Wszyscy
udaliśmy się do wyjścia. Nagle dźwięk mojego telefonu, rozległ się po
korytarzu. Wyciągnęłam go i przejechałam kciukiem, by go odblokować. Nowa
wiadomość.
Od: Ryan x
„Wróć do domu. Pilne.”
Wywróciłam
oczami. Nie wiem czego chce, ale jak
pisze, że pilne, to znaczy, że natychmiast mam być w domu. Schowałam telefon do
kieszeni i podeszłam do Justina, który stał i się mi przyglądał.
- Julie. –
zaczął. Nie spojrzałam na niego, czułam się dziwnie, w tej chwili moje Vansy
wydawały się bardziej interesujące. – Masz może ochotę na croissanta z
czekoladą? Znam znakomite miejsce, gdzie takie podają. – zapytał podchodząc do
mnie bliżej. Kiwnęłam przecząco głową. Spojrzałam na niego, jego mimika twarzy,
aż prosiła bym wytłumaczyła dlaczego nie chce udać się z nim na śniadanie.
- Chętnie,
ale nie mogę Justin. Ryan prosi bym wróciła do domu, to coś ważnego. –
powiedziałam. Justin podrapał się po szyi.
- Um, no
okay. To chodź, odwiozę cię. – nie spoglądając na mnie, udał się do samochodu.
Niechętnie poszłam za nim.
Jakoś nie
miałam ochoty wracać do domu, nie miałam ochoty opuszczać Justina, w jego
towarzystwie zaczynałam czuć się dobrze i jak do tej pory najlepiej. Ale Bóg
widocznie codziennie wymyśla mi inny scenariusz, niż ja bym chciała.
W ciszy
wsiedliśmy do samochodu i też w ciszy dojechaliśmy pod mój dom. Czułam się
dziwnie, było mi strasznie smutno. Gdy Justin już zatrzymał samochód, mogłam
swobodnie wyjść. Za nim zamknęłam drzwi, postanowiłam się jeszcze do niego
odezwać.
- Dziękuję.
– powiedziałam jak najsłodziej potrafiłam. Chłopak nie spojrzał na mnie,
wpatrywał się przed siebie. Przygryzłam dolną wargę, nic więcej nie mówiąc
zamknęłam drzwi i udałam się do domu. Za nim weszłam do środka spojrzałam
jeszcze raz za siebie. W tej samej chwili Justin ruszył pojazdem i odjechał.
Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka.
Mój wzrok
od razu utkwił na osobie siedzącej z obrzydliwym uśmiechem na kanapie. Zmroziło
mnie całą. Miałam ochotę wyjść, żeby tylko nie widzieć tego człowieka. I że niby on był tą pilną sprawą?!
- Hej
Julie, kochanie Ty moje. – odezwał się Paul, zaśmiał się przy tym, a jego głos
aż zapiszczał w moich uszach. Dlaczego ja
go tak bardzo nienawidzę?!
- Daruj
sobie. – zamknęłam drzwi. Nie miałam najmniejszej ochoty teraz tam sobie usiąść
i zacząć z nim rozmawiać, ale po minie Ryana stwierdziłam, że mam natychmiast
tu usiąść. Wzięłam głęboki oddech i usiadłam pomiędzy moim bratem, a Brucem.
- To jak
wam się powodzi na nowym terenie? -
zapytał Paul. Miał minę jakby, miał ochotę nasz wszystkich zgwałcić, albo co
najgorsze zabić, w czym nie dał by sobie rady.
- Co wiemy
to wszyscy są sprawdzeni, w czym problem, by dalej się nami obchodzić? –
zapytał Bruce. Paul spojrzał na niego spod łba, po czym odwrócił wzrok i
przeniósł go na Dominicka.
- W tym co
wiemy to jedna osoba w tym pomieszczeniu nie zdała się na medal, a tym bardziej
na bycie w tym gangu. – spojrzał na mnie. – W dodatku nie ma nawet prawa być
jednym z przewodniczących. I do tego jest tym, czym jest. A mianowicie
dziewczyną.
- I teraz
Ci to kurwa cholernie przeszkadza? – zapytał Bruce, a każde słowo przeszywał
jad. – Jako jedyni nie przynosimy ci wstydu. Więc, kurwa ogarnij chuja i
zastanów się co w ogóle do nas mówisz. Może i jest dziewczyną, ale potrafi
więcej niż wszyscy twoi skurwysyni, więc przestań pierdolić głupoty. Może i na
twoim pierdolonym tekściku się nie
sprawiła, ale zabiła by cię kiwnięciem palca. – prawie wykrzyczał Bruce. Paul
spojrzał na niego i wybuchnął szyderczym śmiechem.
- Hah. Ty
wiesz co przed chwilą powiedziałeś? – Paul zapytał unosząc przy tym brwi. – Ta
mała suka miałaby zabić mnie kiwnięciem palca? – wszyscy, gdy tylko usłyszeli
„suka” spojrzeli na Paula znienawidzonym wzrokiem, widziałam już go nie raz.
Patrzą tak na swoje ofiary, kiedy już mają ochotę pochować ich dwa metry pod
ziemią. – Prędzej bym ją przeleciał niż
ona miała by mnie zabić. – zakończył przedłużając ostatnią literkę, parsknęłam
śmiechem.
- To, że
Sue i Sashan są dziwkami, to nie znaczy, że ja kurwa dupku, pierdolony, też nią
jestem. – powiedziałam to spokojnie z uśmiechem na twarzy, chociaż wrzało we
mnie okropnie. Sashan to jedna członkini jego gangu, pełni tam taką samą rolę
jak u nas Sue. Nie wiem dlaczego ja się w ogóle go tak boję. Kątem oka
widziałam jak Sue zabijała mnie wzrokiem. Ale nawet to jej nie wychodziło. Cóż
chociaż w zadowalaniu panów nie musi ze mną konkurować. Nikt jej nie przebije,
to wychodzi jej najlepiej.
- Woah,
Mała, powoli, nie rozpędzaj się tak. – Paul podniósł dłonie w obronnym geście.
– Jak tam w szkole? – zapytał.
- Normalnie
jak w szkole. – wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po winogrona.
- Jakaś
miłość? – zaśmiał się , aż się zakrztusiłam. Spojrzałam na niego pytająco. – No
tak tylko pytam, ciekaw jestem.
- Ciekaw?
Kuźwa proszę Cię, nigdy się nie pytasz o coś jeżeli nie masz po co. –
parsknęłam śmiechem.
- No tak
się zastanawiam, czy też może wie, że robisz to co robisz. – spojrzał na mnie
zimnym wzrokiem. Wszyscy nagle patrzyli się raz na mnie, raz na Paula.
- Jeżeli by
ktoś był, to z pewnością, by wiedział. – odpowiedziałam nie spuszczając z niego
wzroku.
- No pewnie
tak. Okay, będę się zbierał. Mam nadzieję, że się przygotowujesz to zadania, Julie? – przesadnie zaakcentował moje
imię.
- Pewnie.
Kurwa. – ostatnie słowo wypowiedziałam sobie pod nosem. Myśli ogarnęły moją
głowę, nawet nie wiedziałam kiedy Paul opuścił nasz dom.
Zastanawiałam
się co ten cholerny dupek, każe mi zrobić.
Nie ukrywam
naprawdę się tego bałam. Ten człowiek jest zdolny do wszystkiego, jeżeli by
mógł kazał by mi nawet zabić własnego brata. Czego nie zrobiłabym, więc byłabym
teraz trupem.
Wstałam,
wyciągnęłam jednego papierosa z paczki, która samotnie leżała sobie na stole i
wyszłam na taras. Zapaliłam go i zaciągnęłam się. Przytrzymałam dym w płucach,
po czym swobodnie go wypuściłam.
- Dawno cię
nie widziałem z tym gównem. – odezwał się Niall.
- Miałam
dzisiaj ciężki dzień. – powiedziałam krótko i wzięłam następnego bucha. Niall
nie zdążył nic powiedzieć, bo wyrzuciłam fajkę i weszłam do środka.
- Jak tam
było na namiotach? – zapytał Malik.
-
Normalnie, a jak miało być? – zapytałam wzruszając ramionami.
- No ja tam
nie wiem. A z kim tam byłaś? – kontynuował.
- A po chuj
ci to wiedzieć. – odpowiedziałam idąc w stronę schodów. Nikt więcej się nie
odezwał. Czułam wszystkich wzroki na sobie, ale nie zwracałam uwagi. Weszłam do
pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zamknęłam powieki i głośno westchnęłam. Miałam
dość dzisiejszego dnia. Wypadek, Justin, Paul, co jeszcze w tym dniu gorszego
może mnie spotkać. A przecież zaczął się tak pięknie. Zaczęłam coraz bardziej
myśleć o Justinie, siedział mi w głowie dwadzieścia cztery godziny na
dobę. A przecież tyle krzywdy mi
wyrządził.
Moje myśli
przerwało pukanie do drzwi.
- Czego!
- krzyknęłam poirytowana, no już nie
mogę mieć chwili spokoju. Drzwi powoli się otworzyły, a w nich pojawił się ten
mały, kochany Irlandczyk. Uśmiechnął się.
- Mogę? –
zapytał grzecznie. Odwzajemniłam uśmiech i poklepałam miejsce na łóżku obok
siebie, dając mu tym samym znak, że może wejść i ma usiąść.
- Co jest
Mała, hmm? Naskoczyłaś tak na Zayna. – spoglądał na mnie tym swoim wzrokiem,
którego nie umiałam się oprzeć i on dobrze o tym wiedział. Wiedziałam, że za
chwilę przemagluje mnie tak, że wszystko mu powiem.
- Ah
zdenerwowałam się. Paul jest cholernym sukinsynem i tylko jak na niego spojrzę
to moje ciśnienie dobija do dwustu. – zaczęłam bawić się palcami.
- Jak
każdemu. Nie przejmuj się nim. Przecież wiesz jaki jest, wszystko zrobi by nas
sprowokować i zdenerwować. – skinęłam głową i przygryzłam dolną wargę,
wpatrywałam się w szafkę, która nagle stała się najciekawszą rzeczą w tym
pokoju.
- Ale ja
widzę, że nie tylko o Paula chodzi. – blondyn wpatrywał się we mnie z lekkim
uśmiechem na twarzy.
- Niall, a
o kogo jeszcze mogło by chodzić? – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
Dlaczego on zawsze musi wiedzieć, że jest jeszcze coś. Ten człowiek potrafi
chyba czytać z moich oczu.
- Paul
chyba z powodem palnął o tej miłości. Nie? Wie coś czego my nie? – zapytał, a
jego jedna brew uniosła się do góry.
- Nie.
Przecież jeżeli byłby ktoś to powiedziałabym. – nawet nie spojrzałam na Nialla.
Nie mam pojęcia dlaczego go okłamuję.
- Ale ja
wiem, że to nie prawda, znam cię. – powiedział. Spojrzałam na niego, jego wzrok
był dziwny, taki zmieszany, nie znałam go.
- Niall,
jeżeli będę chciała to powiem, ale nie teraz, bo nie ma nikogo, okay? Spotkałam
się parę razy z takim chłopakiem, ale nic więcej, widocznie Paul mnie widział,
kręci się tutaj. I jeżeli coś będzie to dowiesz się o tym pierwszy. –
uśmiechnęłam się do niego lekko. Nadal wpatrywał się we mnie takim zimnym
wzrokiem.
- No okay.
Chodź tu do mnie, mam ochotę cię przytulić. – uśmiechnął się. Wtuliłam się w
jego tors. Oj brakowało mi takiego uścisku.
- Kocham
cię, wiesz o tym prawda? – szepnął w moje włosy. Uśmiechnęłam się.
- Tak, ja
ciebie też.
- Pamiętaj,
jeżeli cię ktoś skrzywdzi, ja skrzywdzę go dziesięć razy bardziej.
- Wiem
Niall, pamiętam. – popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się. – Pójdę się
wykąpać. – wstałam i podeszłam do szafki.
- Pójdę z
tobą. – Niall zaśmiał się.
- Tak zapraszam. – zachichotałam. Wyciągnęłam
potrzebne ciuchy i udałam się w stronę drzwi łazienki, a Niall wyjściowych,
obydwoje w tej samej chwili zniknęliśmy za progiem.
***
Tydzień
minął bardzo szybko i pracowicie. Próbują zabrać nasze magazyny w San
Francisco. Znowu, nie wiem, czy oni tak naprawdę chcą szybko umrzeć, czy jaka
cholera? Idioci. Więc tak jak mówię, trzeba
było wszystko uporządkować, zabrać się w końcu do roboty. Ostatnio coś
zaniedbałam chłopców. A teraz mam czas żeby się nimi „zająć”. No tak, Justin
się do mnie nie odzywa, nawet go przez ten tydzień nie widziałam, Harry i Liam
chodzą do szkoły, ale on i Lou nie. Rox spotyka się z Hazzą, Dav i Austin
wyrwali jakieś panienki i teraz są zajęci nimi. Zostałam sama. Chociaż w sumie nie, mam chłopców.
- To co
dzisiaj robimy? – zapytał Michael, wskakując na kanapę.
- Jakaś
imprezka może. Mam ochotę na… sex. –
odezwał się Dominick. Zaśmiałam się tylko.
- Ja
odpadam, nie mam ochoty. – powiedziałam nie spuszczając wzroku z ekranu
telewizora. Dom spojrzał na wszystkich, ale ci jakoś też nie palili się do
zabawy.
- To może
Julie ty zrobisz mi tą przyjemność. – zapytał.
- Nie. Bo
będzie ci za dobrze, a tak po za tym to nie dasz rady, pięć minut i będzie po
sprawie, a mnie takie coś nie interesuje. – utrzymałam poważną minę. Wszyscy
wokół mnie chichotali. Dom wziął i rzucił we mnie poduszką. Złapałam ją w
locie.
- Uważaj. –
spojrzałam na niego. Wstałam i wzięłam pusty kubek i poszłam do kuchni zrobić
sobie nową herbatę.
- Prędzej
tobie by było za dobrze. – powiedział głośno Dom.
- No co ty,
taki mały mnie nie zadowoli. – uśmiechnęłam się triumfalnie. Wszyscy wokół
śmiali się. Zazwyczaj tak ze sobą rozmawiamy, wszyscy wiedzą tutaj że to dla
żartów, nikt z nikim się nie chce przespać.
Wróciłam do
salonu, Dom patrzył na mnie spod łba, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Uśmiechnęłam się do niego, jak najsłodziej umiałam.
- Ty gdzie
się tego nauczyłaś? – zapytał.
- Ale, że
czego? – zdziwiłam się.
- Tego
uśmiechu. Taki inny. – patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Jeżeli
żyjesz tyle w kłamstwie, to musisz nauczyć się też nowych rzeczy. – wzruszyłam
ramionami, usiadłam wygodnie, opatulona Niallem i Zaynem i oglądałam film.
Po czterech
godzinach, zrobiłam się senna. Chłopcy patrzyli na film z takim
zainteresowaniem, oni nawet nie mrugali.
- Dobra ja
zmykam. – powiedziałam do nich.
- Dobranoc.
– powiedzieli równo.
- Dobranoc.
– odpowiedziałam i weszłam na górę.
Usłyszałam
dziwne szmery i odgłosy dobiegające z strony okna, spojrzałam na zegarek.
Trzecia w nocy. Odwróciłam się trochę przestraszona, nagle moim oczom ukazała
się postać.
***
Hej wszystkim! :)
Nadal nie wiem co sądzicie, nadal nie zostawiacie nic po sb, żadnej opinii, żadnego komentarza, ale okay. ;c
Nie wiem, czy ma sens dodawanie dalej rozdziałów.
Postanowiłam skrócić opowiadanie, prędzej się wszystko wydarzy, niż to zaplanowałam. :)
Ale nie podaję się dalej pisać. Skończę tego bloga i zaczynam nowego, nie wiem dlaczego, skoro i tak nikt tego nie czyta, ale chyba lubię pisać. I następny będzie inny niż ten. :)
Kocham tego kogoś, który w tej chwili to przeczytał. Dziękuję :) <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz