sobota, 28 grudnia 2013

Part.9 †



Głośno westchnął, zdawało się jak by przy nas cały czas to robił.
- Dobrze, jeżeli tak to wam powiem. – ściągnął okulary i przewiesił je sobie na kieszeni, która znajdowała się w miejscu serca, na fartuchu. Wyglądał jak by chciał powiedzieć nam coś strasznego. Z nerwów aż skręciło mnie w brzuchu. – Wszystko z nim  w porządku. – wydusił w końcu. Runęła ze mnie cała niepewność i ulga ogarnęła moje ciało. - Rękę trzeba było zszyć i ma ją w szynie, rana na głowie nie była tak głęboka jak się zdawało, została zaopatrzona, po za wieloma siniakami, jest  z nim wszystko w porządku. – powiedział tak jakby od niechcenia.  Każdy wypuścił swobodnie powietrze, które przetrzymywali w sobie od kiedy lekarz w ogóle otworzył usta.
- Przepraszam. – usłyszeliśmy damski głos. Justin i Liam gwałtownie się odwrócili. Z Sali wyszła pielęgniarka, która nie mogła przejść, bo chłopcy zastawili jej drogę. Bieber i Payne grzecznie się odsunęli. Starsza kobieta podziękowała im. Teraz dopiero zauważyłam, że za nią kryła się jeszcze jedna dziewczyna. Młoda, blondynka, wyglądała na speszoną.
To już wiem dlaczego Justina ciągle się tam patrzył. Mój brzuch zawirował, tak jakbym się zdenerwowała, lub bała się czegoś. Znałam te uczucia, ale w tym momencie nie było powodu, by je doznać. Spuściłam głowę.
- Em, możemy wejść do niego? – wyrwał Liam.                                                                                                                                                      
- Tak. Możecie go nawet wziąć do domu. – wypowiedział ostatnie słowa, już odchodząc od nas. Zmroziłam go wzrokiem, ugh nienawidzę takich typów. Myślą, że potrafią komuś uratować życie i robią z siebie jakiś super bohaterów.
- Julie, idziesz? – usłyszałam głos Rox. Dopiero teraz zauważyłam, że siedzę sama, wszyscy zdążyli już wejść do pokoju. Nie odpowiadając jej wstałam, spojrzałam na nią i lekko się uśmiechnęłam, na co ona odpowiedziała mi tym samym. Weszłam do pokoju, chłopcy już zdążyli się przywitać.
- I jak się czujesz? – zapytał Harry.
- Jest okay, po za tym, że wszystko mnie boli. – zaśmiał się Louis.– Lepiej mi powiedzcie co z wami. – spojrzał na Rox i Harryego.
- W porządku. To Ty tutaj jesteś najbardziej poszkodowany, a pytasz jak my się czujemy. Jak widzisz stoimy tutaj cali, więc nie ma obawy.
- Co z ręką? – zapytał i skinął głową na rękę Rox.
- Poobijana tylko, nic więcej. – dziewczyna uśmiechnęła się  przyjaźnie, Louis odwzajemnił uśmiech i wstał.
- Ja chcę do mojego łóżka. – Lou powiedział rozpaczliwie, po czym wybuchnął śmiechem. Atmosfer się trochę rozluźniła.
Wszyscy udaliśmy się do wyjścia. Nagle dźwięk mojego telefonu, rozległ się po korytarzu. Wyciągnęłam go i przejechałam kciukiem, by go odblokować. Nowa wiadomość.

Od: Ryan x
„Wróć do domu. Pilne.”

Wywróciłam oczami. Nie wiem  czego chce, ale jak pisze, że pilne, to znaczy, że natychmiast mam być w domu. Schowałam telefon do kieszeni i podeszłam do Justina, który stał i się mi przyglądał.
- Julie. – zaczął. Nie spojrzałam na niego, czułam się dziwnie, w tej chwili moje Vansy wydawały się bardziej interesujące. – Masz może ochotę na croissanta z czekoladą? Znam znakomite miejsce, gdzie takie podają. – zapytał podchodząc do mnie bliżej. Kiwnęłam przecząco głową. Spojrzałam na niego, jego mimika twarzy, aż prosiła bym wytłumaczyła dlaczego nie chce udać się z nim na śniadanie.
- Chętnie, ale nie mogę Justin. Ryan prosi bym wróciła do domu, to coś ważnego. – powiedziałam. Justin podrapał się po szyi.
- Um, no okay. To chodź, odwiozę cię. – nie spoglądając na mnie, udał się do samochodu. Niechętnie poszłam za nim.
Jakoś nie miałam ochoty wracać do domu, nie miałam ochoty opuszczać Justina, w jego towarzystwie zaczynałam czuć się dobrze i jak do tej pory najlepiej. Ale Bóg widocznie codziennie wymyśla mi inny scenariusz, niż ja bym chciała.
W ciszy wsiedliśmy do samochodu i też w ciszy dojechaliśmy pod mój dom. Czułam się dziwnie, było mi strasznie smutno. Gdy Justin już zatrzymał samochód, mogłam swobodnie wyjść. Za nim zamknęłam drzwi, postanowiłam się jeszcze do niego odezwać.
- Dziękuję. – powiedziałam jak najsłodziej potrafiłam. Chłopak nie spojrzał na mnie, wpatrywał się przed siebie. Przygryzłam dolną wargę, nic więcej nie mówiąc zamknęłam drzwi i udałam się do domu. Za nim weszłam do środka spojrzałam jeszcze raz za siebie. W tej samej chwili Justin ruszył pojazdem i odjechał. Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka.
Mój wzrok od razu utkwił na osobie siedzącej z obrzydliwym uśmiechem na kanapie. Zmroziło mnie całą. Miałam ochotę wyjść, żeby tylko nie widzieć tego człowieka. I że niby on był tą pilną sprawą?!
- Hej Julie, kochanie Ty moje. – odezwał się Paul, zaśmiał się przy tym, a jego głos aż zapiszczał w moich uszach. Dlaczego ja go tak bardzo nienawidzę?!
- Daruj sobie. – zamknęłam drzwi. Nie miałam najmniejszej ochoty teraz tam sobie usiąść i zacząć z nim rozmawiać, ale po minie Ryana stwierdziłam, że mam natychmiast tu usiąść. Wzięłam głęboki oddech i usiadłam pomiędzy moim bratem, a Brucem.
- To jak wam się powodzi na nowym terenie?  - zapytał Paul. Miał minę jakby, miał ochotę nasz wszystkich zgwałcić, albo co najgorsze zabić, w czym nie dał by sobie rady.
- Co wiemy to wszyscy są sprawdzeni, w czym problem, by dalej się nami obchodzić? – zapytał Bruce. Paul spojrzał na niego spod łba, po czym odwrócił wzrok i przeniósł go na Dominicka.
- W tym co wiemy to jedna osoba w tym pomieszczeniu nie zdała się na medal, a tym bardziej na bycie w tym gangu. – spojrzał na mnie. – W dodatku nie ma nawet prawa być jednym z przewodniczących. I do tego jest tym, czym jest. A mianowicie dziewczyną.
- I teraz Ci to kurwa cholernie przeszkadza? – zapytał Bruce, a każde słowo przeszywał jad. – Jako jedyni nie przynosimy ci wstydu. Więc, kurwa ogarnij chuja i zastanów się co w ogóle do nas mówisz. Może i jest dziewczyną, ale potrafi więcej niż wszyscy twoi skurwysyni, więc przestań pierdolić głupoty. Może i na twoim pierdolonym tekściku się nie sprawiła, ale zabiła by cię kiwnięciem palca. – prawie wykrzyczał Bruce. Paul spojrzał na niego i wybuchnął szyderczym śmiechem.
- Hah. Ty wiesz co przed chwilą powiedziałeś? – Paul zapytał unosząc przy tym brwi. – Ta mała suka miałaby zabić mnie kiwnięciem palca? – wszyscy, gdy tylko usłyszeli „suka” spojrzeli na Paula znienawidzonym wzrokiem, widziałam już go nie raz. Patrzą tak na swoje ofiary, kiedy już mają ochotę pochować ich dwa metry pod ziemią.  – Prędzej bym ją przeleciał niż ona miała by mnie zabić. – zakończył przedłużając ostatnią literkę, parsknęłam śmiechem.
- To, że Sue i Sashan są dziwkami, to nie znaczy, że ja kurwa dupku, pierdolony, też nią jestem. – powiedziałam to spokojnie z uśmiechem na twarzy, chociaż wrzało we mnie okropnie. Sashan to jedna członkini jego gangu, pełni tam taką samą rolę jak u nas Sue. Nie wiem dlaczego ja się w ogóle go tak boję. Kątem oka widziałam jak Sue zabijała mnie wzrokiem. Ale nawet to jej nie wychodziło. Cóż chociaż w zadowalaniu panów nie musi ze mną konkurować. Nikt jej nie przebije, to wychodzi jej najlepiej.
- Woah, Mała, powoli, nie rozpędzaj się tak. – Paul podniósł dłonie w obronnym geście. – Jak tam w szkole? – zapytał.
- Normalnie jak w szkole. – wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po winogrona.
- Jakaś miłość? – zaśmiał się , aż się zakrztusiłam. Spojrzałam na niego pytająco. – No tak tylko pytam, ciekaw jestem.
- Ciekaw? Kuźwa proszę Cię, nigdy się nie pytasz o coś jeżeli nie masz po co. – parsknęłam śmiechem. 
- No tak się zastanawiam, czy też może wie, że robisz to co robisz. – spojrzał na mnie zimnym wzrokiem. Wszyscy nagle patrzyli się raz na mnie, raz na Paula.
- Jeżeli by ktoś był, to z pewnością, by wiedział. – odpowiedziałam nie spuszczając z niego wzroku.
- No pewnie tak. Okay, będę się zbierał. Mam nadzieję, że się przygotowujesz to zadania, Julie? – przesadnie zaakcentował moje imię.
- Pewnie. Kurwa. – ostatnie słowo wypowiedziałam sobie pod nosem. Myśli ogarnęły moją głowę, nawet nie wiedziałam kiedy Paul opuścił nasz dom.
Zastanawiałam się co ten cholerny dupek, każe mi zrobić.
Nie ukrywam naprawdę się tego bałam. Ten człowiek jest zdolny do wszystkiego, jeżeli by mógł kazał by mi nawet zabić własnego brata. Czego nie zrobiłabym, więc byłabym teraz trupem.
Wstałam, wyciągnęłam jednego papierosa z paczki, która samotnie leżała sobie na stole i wyszłam na taras. Zapaliłam go i zaciągnęłam się. Przytrzymałam dym w płucach, po czym swobodnie go wypuściłam.
- Dawno cię nie widziałem z tym gównem. – odezwał się Niall.
- Miałam dzisiaj ciężki dzień. – powiedziałam krótko i wzięłam następnego bucha. Niall nie zdążył nic powiedzieć, bo wyrzuciłam fajkę i weszłam do środka.
- Jak tam było na namiotach? – zapytał Malik.
- Normalnie, a jak miało być? – zapytałam wzruszając ramionami.
- No ja tam nie wiem. A z kim tam byłaś? – kontynuował.
- A po chuj ci to wiedzieć. – odpowiedziałam idąc w stronę schodów. Nikt więcej się nie odezwał. Czułam wszystkich wzroki na sobie, ale nie zwracałam uwagi. Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zamknęłam powieki i głośno westchnęłam. Miałam dość dzisiejszego dnia. Wypadek, Justin, Paul, co jeszcze w tym dniu gorszego może mnie spotkać. A przecież zaczął się tak pięknie. Zaczęłam coraz bardziej myśleć o Justinie, siedział mi w głowie dwadzieścia cztery godziny na dobę.  A przecież tyle krzywdy mi wyrządził.
Moje myśli przerwało pukanie do drzwi.
- Czego! -  krzyknęłam poirytowana, no już nie mogę mieć chwili spokoju. Drzwi powoli się otworzyły, a w nich pojawił się ten mały, kochany Irlandczyk. Uśmiechnął się.
- Mogę? – zapytał grzecznie. Odwzajemniłam uśmiech i poklepałam miejsce na łóżku obok siebie, dając mu tym samym znak, że może wejść i ma usiąść.
- Co jest Mała, hmm? Naskoczyłaś tak na Zayna. – spoglądał na mnie tym swoim wzrokiem, którego nie umiałam się oprzeć i on dobrze o tym wiedział. Wiedziałam, że za chwilę przemagluje mnie tak, że wszystko mu powiem.
- Ah zdenerwowałam się. Paul jest cholernym sukinsynem i tylko jak na niego spojrzę to moje ciśnienie dobija do dwustu. – zaczęłam bawić się palcami.
- Jak każdemu. Nie przejmuj się nim. Przecież wiesz jaki jest, wszystko zrobi by nas sprowokować i zdenerwować. – skinęłam głową i przygryzłam dolną wargę, wpatrywałam się w szafkę, która nagle stała się najciekawszą rzeczą w tym pokoju.
- Ale ja widzę, że nie tylko o Paula chodzi. – blondyn wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Niall, a o kogo jeszcze mogło by chodzić? – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Dlaczego on zawsze musi wiedzieć, że jest jeszcze coś. Ten człowiek potrafi chyba czytać z moich oczu.
- Paul chyba z powodem palnął o tej miłości. Nie? Wie coś czego my nie? – zapytał, a jego jedna brew uniosła się do góry.
- Nie. Przecież jeżeli byłby ktoś to powiedziałabym. – nawet nie spojrzałam na Nialla. Nie mam pojęcia dlaczego go okłamuję.
- Ale ja wiem, że to nie prawda, znam cię. – powiedział. Spojrzałam na niego, jego wzrok był dziwny, taki zmieszany, nie znałam go.
- Niall, jeżeli będę chciała to powiem, ale nie teraz, bo nie ma nikogo, okay? Spotkałam się parę razy z takim chłopakiem, ale nic więcej, widocznie Paul mnie widział, kręci się tutaj. I jeżeli coś będzie to dowiesz się o tym pierwszy. – uśmiechnęłam się do niego lekko. Nadal wpatrywał się we mnie takim zimnym wzrokiem.
- No okay. Chodź tu do mnie, mam ochotę cię przytulić. – uśmiechnął się. Wtuliłam się w jego tors. Oj brakowało mi takiego uścisku.
- Kocham cię, wiesz o tym prawda? – szepnął w moje włosy. Uśmiechnęłam się.
- Tak, ja ciebie też.
- Pamiętaj, jeżeli cię ktoś skrzywdzi, ja skrzywdzę go dziesięć razy bardziej.
- Wiem Niall, pamiętam. – popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się. – Pójdę się wykąpać. – wstałam i podeszłam do szafki.
- Pójdę z tobą. – Niall zaśmiał się.
 - Tak zapraszam. – zachichotałam. Wyciągnęłam potrzebne ciuchy i udałam się w stronę drzwi łazienki, a Niall wyjściowych, obydwoje w tej samej chwili zniknęliśmy za progiem.

***
Tydzień minął bardzo szybko i pracowicie. Próbują zabrać nasze magazyny w San Francisco. Znowu, nie wiem, czy oni tak naprawdę chcą szybko umrzeć, czy jaka cholera?  Idioci. Więc tak jak mówię, trzeba było wszystko uporządkować, zabrać się w końcu do roboty. Ostatnio coś zaniedbałam chłopców. A teraz mam czas żeby się nimi „zająć”. No tak, Justin się do mnie nie odzywa, nawet go przez ten tydzień nie widziałam, Harry i Liam chodzą do szkoły, ale on i Lou nie. Rox spotyka się z Hazzą, Dav i Austin wyrwali jakieś panienki i teraz są zajęci nimi. Zostałam sama. Chociaż w sumie nie, mam chłopców.
- To co dzisiaj robimy? – zapytał Michael, wskakując na kanapę.
- Jakaś imprezka może. Mam ochotę na… sex.  – odezwał się Dominick. Zaśmiałam się tylko.
- Ja odpadam, nie mam ochoty. – powiedziałam nie spuszczając wzroku z ekranu telewizora. Dom spojrzał na wszystkich, ale ci jakoś też nie palili się do zabawy.
- To może Julie ty zrobisz mi tą przyjemność. – zapytał.
- Nie. Bo będzie ci za dobrze, a tak po za tym to nie dasz rady, pięć minut i będzie po sprawie, a mnie takie coś nie interesuje. – utrzymałam poważną minę. Wszyscy wokół mnie chichotali. Dom wziął i rzucił we mnie poduszką. Złapałam ją w locie.
- Uważaj. – spojrzałam na niego. Wstałam i wzięłam pusty kubek i poszłam do kuchni zrobić sobie nową herbatę.
- Prędzej tobie by było za dobrze. – powiedział głośno Dom.
- No co ty, taki mały mnie nie zadowoli. – uśmiechnęłam się triumfalnie. Wszyscy wokół śmiali się. Zazwyczaj tak ze sobą rozmawiamy, wszyscy wiedzą tutaj że to dla żartów, nikt z nikim się nie chce przespać.
Wróciłam do salonu, Dom patrzył na mnie spod łba, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Uśmiechnęłam się do niego, jak najsłodziej umiałam.
- Ty gdzie się tego nauczyłaś? – zapytał.
- Ale, że czego? – zdziwiłam się.
- Tego uśmiechu. Taki inny. – patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Jeżeli żyjesz tyle w kłamstwie, to musisz nauczyć się też nowych rzeczy. – wzruszyłam ramionami, usiadłam wygodnie, opatulona Niallem i Zaynem i oglądałam film.
Po czterech godzinach, zrobiłam się senna. Chłopcy patrzyli na film z takim zainteresowaniem, oni nawet nie mrugali.
- Dobra ja zmykam. – powiedziałam do nich.
- Dobranoc. – powiedzieli równo.
- Dobranoc. – odpowiedziałam i weszłam na górę.

Usłyszałam dziwne szmery i odgłosy dobiegające z strony okna, spojrzałam na zegarek. Trzecia w nocy. Odwróciłam się trochę przestraszona, nagle moim oczom ukazała się postać. 


***
Hej wszystkim! :) 
Nadal nie wiem co sądzicie, nadal nie zostawiacie nic po sb, żadnej opinii, żadnego komentarza, ale okay. ;c 
Nie wiem, czy ma sens dodawanie dalej rozdziałów. 
Postanowiłam skrócić opowiadanie, prędzej się wszystko wydarzy, niż to zaplanowałam. :) 
Ale nie podaję się dalej pisać. Skończę tego bloga i zaczynam nowego, nie wiem dlaczego, skoro i tak nikt tego nie czyta, ale chyba lubię pisać. I następny będzie inny niż ten. :) 

Kocham tego kogoś, który w tej chwili to przeczytał. Dziękuję :) <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz