niedziela, 1 grudnia 2013

Part.7 †



Godziny leciały, a ja się tutaj czuję jak piąte koło u wozu. Pójdę się przejść.
Chodziłam brzegiem jeziora, usiadłam na ławce, która się tam znajdowała. Zaczęłam rozglądać się wokoło. Dużo nie widziałam, bo niebo nabierało już ciemnego koloru.
- Julie? – spojrzałam do tyłu. Był to Liam. Nie odpowiedziałam mu. Chłopak usiadł obok mnie.
- I jak tam? – zapytał. Wzruszyłam ramionami. – Wszystko w porządku? Czy może ktoś się czepiał? – zapytał biorąc łyk piwa.
- Nie. wszystko jest okay. Trochę dziwnie się czuje, bo wszyscy przyglądają mi się z pogardą. Ale mimo to jest okay. – wypuściłam powietrze.
- Nie przejmuj się. To normalne. Dziewczyny Ci zazdroszczą, a chłopcy..
- Dobra wiem co chłopcy. – przerwałam mu i cicho się zaśmiałam. Między nami zapadła cisza.
- Julie, uwierz Justinowi. – spojrzałam na niego, ale on nie spojrzał na mnie, patrzył się przed siebie. – On naprawdę tego nie rozpowiedział.
- Ale to wiadome, że będziesz go bronił, jesteście przyjaciółmi.
- Tak i jak przyjaciele, wszystko sobie mówimy. I jeżeli było by tak, że naprawdę była by to prawda, przyznał by się nam do tego. A on jak głupi kazał nam uwierzyć, że to nie on. – wytłumaczył. Nie odezwałam się.
- On jeszcze nigdy nie przejął się tak jak tą sprawą. Bardzo chce, żebyś mu uwierzyła.
- Ale..
- Nie. Posłuchaj mnie. Justin od dłuższego czasu nie interesował się uczuciami dziewczyn. Powinnaś o tym coś wiedzieć. Nie obchodziło go co czują, czy je zranił, czy też nie. Były dla niego tylko oderwaniem się od rzeczywistości, stresów, były tylko dobre w łóżku. Od kiedy poznał Ciebie i od tej sytuacji kiedy to Ty nie chcesz mu uwierzyć, stał się innym człowiekiem. Chce, żebyś mu uwierzyła i staje na głowie byś to zrobiła. Przynajmniej stawał, bo teraz wygląda na to, że sobie odpuścił. – nabrał szybko powietrze. - Od dwóch miesięcy nie ruszył ani jednej dziewczyny, dzisiaj znowu siedzi z inną. Ale jak widzisz, bo nie wierzę, że tego nie zauważyłaś. On nawet się nią nie interesuje. Powinno Ci to coś dać do myślenia. Bo to nie na tą, sexy blondi. –powiedział sarkastycznie. - Cały czas się patrzy. Tylko na Ciebie. – podkreślił ostatnie słowo. W moich oczach uformowały się łzy. – Zależy mu. – prawie wyszeptał. Łza swobodnie popłynęła po moim policzku. – Przemyśl to. – dodał po czym wstał i poszedł.
Nie kontrolowałam łez, które tak po prostu popłynęły wzdłuż mojego policzka. Jego słowa obijały się w mojej głowie.
Patrzy tylko na Ciebie.
Zależy mu.
Nie wiedziałam co w tej chwili robić.  Czy może rozpłakać się jak małe dziecko, bo czułam się bezradnie. Czy może iść do niego i z nim porozmawiać. Czy jednak zostawić to w spokoju, nie mieszać się. On zapomni, ja zapomnę.
Pomocy!
Krzyczałam w myślach.
Ale jeżeli odpuszczę. To może być najgorsza rzecz, którą zrobiłam w życiu. Może to jest właśnie ten chłopak, którego pokocham. A może już darzę go uczuciem, tylko nawet nie chcę dopuścić się  do takiej myśli.
Ale jeżeli on tak naprawdę nic do mnie nie czuje. Tylko chce mieć czyste sumienie, chce żebym nie oskarżała go o to, że niby coś zrobił.
- Julie! – usłyszałam ciche wołanie mojego imienia, które zlewało się z szumem wody i liści na drzewach.
Wzięłam parę głębokim wdechów. Otarłam łzy i udałam się w stronę palącego ogniska.
- No jesteś, szukam Cię od paru minut. – Rox spojrzała na mnie z ulgą.
- Jestem, nie zgubiłam się. – uśmiechnęłam się do niej i za trzęsłam się z zimna.
- Chodź usiądziemy przy ognisku. Mi też jest już zimno. – wzięła mnie za rękę.
- Julie. – usłyszałam piskliwy głos, przystopowałyśmy z Rox i obydwie w tym samym momencie odwróciłyśmy się. Przed nami stała ta blondynka, która klei się do Justina – Kora i jej dwie przyjaciółeczki, Meggi, czyli ta, którą jeszcze trochę i tak jak obiecała utopię w tym jeziorze i Taylor, którą widzę drugi raz.
- Radze Ci się odczepić od Justina. Okay? Jeżeli tego nie zrobisz to gorzko tego pożałujesz. – Jezus, jaki tandetny tekst. Jeżeli tylko wiedziałaby komu grozi.
- A co ja niby takiego robię? – zapytałam słodkim głosikiem.
- Gapi się cały czas na Ciebie. – odpowiedziała. Jejku, jaka Ty musisz być zdesperowana.
- To nie moja wina, że się na mnie gapi.  Nic takiego nie robię. Od początku się do niego nie odezwałam, a Ty się mnie czepiasz. Zamiast to robić, to zajmij się swoim Justinkiem. Bo jak na razie widać to wcale nie jest Tobą zainteresowany. – odwróciłam się i poszłam przed siebie. Zaśmiałam się w myślach. Co one tak naprawdę w nim widzą? Ja tego człowieka do tej pory nie rozszyfrowałam.
Doszłam do ogniska. Dosłownie byłam wkurzona na tyle, żeby zaraz tutaj wybuchnąć. Więc jeżeli ktokolwiek tutaj ma mózg, niech lepiej do mnie nie podchodzi.
- Hej Maleńka. – widocznie jest jakiś tuman tutaj bez mózgu. Spojrzałam w lewo. Siedział obok mnie ten Matt z obrzydliwym uśmiechem na twarzy. Na kilometr śmierdziało od niego wódą. Objął mnie ramieniem.
- Co tam laska? – zapytał. Próbowałam się wyrwać, ale on był silniejszy ode mnie.
- Nic co mogło by Cię obchodzić. – usłyszałam znowu ten seksownie zachrypnięty głos. Ręka chłopaka gwałtownie powróciła na swoje miejsce.
- Spokojnie Bieber. – chłopak powoli wstał. – Nic przecież jej nie zrobiłem. – podniósł ręce w obronnym geście i uśmiechnął się.
- No i masz szczęście. Spierdalaj. – warknął. Chłopak znowu posłusznie odszedł.
- Rox, chodź tylko! – zawołał Harry. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy zerwała się na nogi i poszła do chłopaka.
Źle, minus dla niej za zostawienie mnie samej z Bieberem.
- Wszystko w porządku? – Justin usiadł obok mnie. Skinęłam tylko głową.
- Julie, możemy w końcu porozmawiać? – dodał.

Justin’sPOV

Wzrokiem szukałem drobnej sylwetki. Ale jak na złość nigdzie nie mogłem jej wypatrzyć.
Muszę z nią w końcu porozmawiać. Ona musi ze mną porozmawiać.
Jeżeli tego nie zrobię ogłupieję. Ta dziewczyna dosłownie namieszała mi w głowie. Nie jest tą kolejną dziwką. Przekonałem się o tym. Jest skromną dziewczyną, niewinną, słodką. Nie rozumiem jak przykuła moją uwagę.
Czy ja totalnie ogłupiałem? Możliwe, ale ta dziewczyna. Jest jak jakieś lekarstwo. Potrzebuję ją teraz, tu, natychmiast.
Spojrzałem na ognisko. Jest, wreszcie ją znalazłem. Siedziała tam, a obok niej Matt. Kurwa co ten debil od niej chce? Ruszyłem w tamtą stronę. Nagle Matt objął ją ramieniem. Przyśpieszyłem krok.
- Co tam laska? – zapytał. Julie próbowała uwolnić się z jego objęcia, ale nie umiała.
- Nic co mogłoby Cię obchodzić. – odpowiedziałem mu. Ręka chłopaka wróciła tam gdzie miała.
- Spokojnie Bieber. – powoli wstał z podniesionymi rękoma. – Nic przecież jej nie zrobiłem. – zaśmiał się. Za to już powinien dostać w mordę. Niech się cieszy, że jestem wykończony i źle się czuję.
- No i masz szczęście. Spierdalaj. – warknąłem. Nienawidzę typa, on w sumie mnie też. Chłopak posłusznie odszedł. Spojrzałem na Julie, siedziała jak mała dziewczynka. Trzęsła się z zimna. 
- Rox, chodź tylko! – Harry zawołał brunetkę. Dziewczyna zerwała się na nogi i szybkim krokiem poszła do Stylesa. Okay, okazja by porozmawiać.
- Wszystko w porządku? – usiadłem obok niej. Skinęła tylko głową. Boże, to jej milczenie mnie zabija.
- Julie, możemy w końcu porozmawiać? – zapytałem i spojrzałem na nią wzrokiem przepełnionym nadziei. Dziewczyna również spojrzała na mnie. Zauważyłem, że w oczach formują jej się łzy. Ale dlaczego? Ukuło mnie coś w środku. Nie znałem tego uczucia. A może tylko się oszukiwałem.
- Justin. – podeszła do mnie Kora i rzuciła mi się na szyję. Julie natychmiastowo wstała i poszła. Kurwa.
- Kuźwa, czego Ty znowu ode mnie chcesz? – zapytałem zdenerwowany całą sytuacją. Zawsze kiedy chce z nią porozmawiać, to ktoś mi przerywa. Boże, dlaczego mnie tak każesz?
- Niczego, Justin. – powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Zrzuciłem ją z moich kolan. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczonym wzrokiem.
- Hej, może pójdziemy się przejść, wiem, że tutaj prawie nie ma gdzie, ale może jednak? – Podszedł do nas Louis z jakąś dziewczyną, nawet nie wiem kto to.
- O Justin chodź. – Kora chwyciła mnie za rękę i skłaniała do tego bym wstał. Nie miałem najmniejszej ochoty gdzieś iść, ale zgodziłem się. Zebraliśmy parę osób i poszliśmy. Rox powiedziała, że pójdzie po Julie. Chociaż jeden plus tego spaceru.
Po chwili dobiegła do nas Rox, zatrzymując się przy Harrym, ale Julie z nią nie było.
- Gdzie Julie? – zapytałem.
- Nie chciała iść. Powiedziała, że jej zimno i że posiedzi w namiocie. – dziewczyna wydyszała.
I zostawiła ją tam samą? Bez żadnego namysłu ruszyłem w drogę powrotną.
- Justin, gdzie Ty idziesz? – Kora złapała mnie za nadgarstek. Wyrwałem się.
- Zostaw mnie wreszcie w spokoju! Do jasnej cholery, ileż można? – nie umiałem nawet krzyczeć. Dziewczyna patrzyła na mnie jakimś dziwnym wzrokiem.
- Co to ma znaczyć? – zapytała. Wszyscy przyglądali się nam z ciekawością.
- Boże, kurwa, Kora. Naprawdę nie widzisz? Przecież wszyscy Ci tu powiedzą, że Justin się nawet Tobą nie interesuje, a Ty lgniesz do niego jak jakaś pojebana. – Louis zadrwił z dziewczyny.
- A kiedyś to co było? – dziewczyna powiedziała zbulwersowana całą tą sytuacją.
- Kiedyś byłaś dobra tylko w łóżku. Boże, jak ja mogłem Cię w ogóle dotknąć? Jezus, żałuję. – rzekłem odwracając się.
Szedłem szybkim krokiem, czułem, że coś jest nie tak. Po paru minutach byłem przy namiotach, usłyszałem głos Julie.

Julia’sPOV

Nie miałam najmniejszego zamiaru iść z nimi na spacer i patrzeć jak Kora zjada mnie wzrokiem. Posiedzę w namiocie, nic mi się nie stanie. Położyłam się i opatuliłam się śpiworem aż pod sam koniuszek nosa. W tym śpiworze, mogę się nawet utopić. Ryan, a ja. To tak jak by porównać krasnala i wielkoluda. Po chwili usłyszałam, otwierający się zamek. Już wrócili? Spojrzałam kto wchodzi do namiotu. Był to Mat z figlarnym uśmieszkiem na twarzy. Przestraszyłam się i przyjęłam pozycję siedząca.
- No hej Kochanie. To teraz nie ma kto Cię obronić, więc możemy się zabawić. – złapał mnie za nogę i szarpnął tak, że powróciłam do pozycji leżącej. Położył swoje ręce po obu bokach mojej głowy, a ciałem naparł na mnie.
- Zostaw mnie! – zaczęłam krzyczeć, ale nikt mnie nie słyszał. Zaczął muskać moją szyję. Chciało mi się wymiotować. Zapach alkoholu drażnił moje nozdrza.
- Zostaw! – znowu krzyknęłam. Ale po co, jak i tak mnie nikt nie słyszy. Gdzie nagle się wszyscy podziali? Przymknęłam oczy, nagle poczułam, że chłopak został ode mnie odsunięty. Usiadłam i patrzyłam co się dzieję. Mat upadł na ziemię. Ktoś się nad nim pochylił i chwycił jego ciuchy.
- Powiedziałem Ci kurwa, że masz się do niej nie zbliżać. Jak dla mnie chyba wyraziłem się jasno. – wysyczał. Od razu wiedziałam kto to, tą osobę zawsze poznam po głosie. – Wypierdalaj stąd, takich osób jak Ty tutaj nie potrzebujemy. – próbował wykrzyczeć, ale jego zachrypnięty głos, trochę mu w tym przeszkodził.   Widziałam jak ktoś podnosi Matta. Nagle przed moimi oczami ukazał się Justin.
- Nic Ci nie zrobił? – zapytał z troską w oczach. Kiwnęłam przecząco głową. – To dobrze. Chodź. – podał mi rękę. Wahałam się, żeby ją ująć, ale po chwili zrobiłam to. Pomógł mi wstać. Nie puszczając mojej ręki prowadził mnie w stronę tego niedużego domu, całego z brązowego drzewa. Wyciągnął z kieszeni pęk kluczy. Znajdując ten odpowiedni, przekręcił nim i otworzył drzwi. Wpuścił mnie gestem ręki. Z lekkim uśmiechem weszłam do środka. Justin wszedł za mną i oświecił przy tym światło. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu, było miło urządzone. Kanapy tego samego koloru co drzewo, z którego właśnie został zbudowany ten dom. Nie miał pięter, był tylko parterowy. Jedyne co miał to podwyższenie na sześć schodków. Stało tam ogromne łóżko. Jejku. W tym domu nie ma odgrodzonych pomieszczeń, no oprócz łazienki. Jedynie po czym mogłam poznać co to za pomieszczenie, to meble. Wszystkie meble miały odcień ciemnego brązu. Naprawdę ładnie to wyglądało, białe i czarne dodatki. Cudo.
- Kto tu to wszystko urządzał? – zapytałam.
- Moja mama. – odpowiedział nonszalancko.
- Ma świetny gust. – uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam wiszące zdjęcie, przypuszczam rodzinki Justina. Podeszłam do niego. Na zdjęciu była ładna, maleńka kobieta, z długimi, ciemnymi włosami, obok niej stał mężczyzna z lekkim zarostem, za to obok niego stał Justin. Zaśmiałam się i spojrzałam na Justina.
- Co? – zapytał.
- To naprawdę Ty? – zapytałam wskazując palcem na zdjęcie. Chłopak podszedł do mnie.
- No tak, a co jestem nie podobny? – zapytał z pretensją.
- Em, nie. znaczy tak, jesteś podobny. Hah, nawet bardzo. – parsknęłam śmiechem. – Nie przepraszam, nie jesteś podobny. – kiwałam przecząco głową. – Gdzie są Twoje tatuaże i  ta słodka fryzura? – zapytałam, ale to zabrzmiało jak bym stwierdzała.
- Hahah, słodka fryzurka. – przewrócił oczami. – Mama kazała mi się wtedy tak ściąć.
- A to Twoje rodzeństwo? – wskazałam palcem na dziewczynkę i chłopaka. Justin skinął tylko głową.
- Jazy i Jaxon. – powiedział cicho. – A to Pattie i Jeremy. – zgaduję, że mówi o swoich rodzicach. Nic więcej nie dodał, tylko poszedł na „górę”. Ciekawe co się tak naprawdę stało. Zauważyłam, że ciężko mówi mu się o nich, a najbardziej o swoim rodzeństwie. Nie chciałam drążyć więcej tematu, więc zmieniła go.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś?
Wzruszył ramionami.
– Bo chciałem. Po za tym, chce wreszcie z Tobą porozmawiać. – odkrył pościel z łóżka i odwrócił się w moją stronę. Nic nie mówiąc poszłam do niego. Usiadłam na łóżku po turecku.
- To słucham. – spojrzałam na niego, dając mu tym samym znak, by mówił to co ma mi do powiedzenia.
- Em, to. – odchrząknął. – Nie powiedziałem tego, że niby się ze mną przespałaś. Po prostu nie miałem powodu, by to powiedzieć. – Justin..
- Nie. – przerwał mi, a chciałam mu powiedzieć, że jest okay, że mu wierzę. No ale okay, słucham co ma jeszcze do powiedzenia.
- Ja wiem, byłem sukinsynem, może nadal nim jestem, ale przepraszam. Przepraszam za wszystko, za całą krzywdę, którą Ci wyrządziłem. Po prostu, myślałem, że jesteś taka jak wszystkie. – wziął głęboki wdech i opuścił głowę na dół.
- Justin, właśnie chciałam Ci powiedzieć, że Ci wierzę. Wiem, że tego nie powiedziałeś. – spojrzałam na niego, ale on nadal nie podniósł głowy. – I nie wszystkie dziewczyny są takie. Może i skrzywdziła Cię któraś, ale ja na pewno nie jestem taka jak ona. – głos na końcu mi się załamał. Dlaczego? Cóż. Nie ma pojęcia. Justin popatrzył na mnie i się do mnie uśmiechnął. W moim brzuchu zaczęło się roić od motyli. Boże co za dziwne uczucie. Odwzajemniłam uśmiech. Chłopak odwrócił się i otworzył pierwszą z szuflad. Wyciągnął z niej jakieś ciuchy.
- Trzymaj. – podał mi. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. – No jak chcesz się położyć w dżinsach i swetrze, to okay. Nie wiem, czy Ci będzie wygodnie.
- Dziękuję. – wzięłam ubrania i wstałam. Spojrzałam na bruneta, już chciałam się zapytać gdzie łazienka, ale on mnie wyprzedził.
- Pod nami. – powiedział i znowu zaczął szukać czegoś w szufladzie.
Zeszłam na dół i weszłam do łazienki. Była ogromna. W prawym rogu stała duża wanna. Pomieści się tam chyba pięć osób. W lewym rogu stała niemała kabina prysznicowa. Podeszłam do umywalki i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
Jesteś kłamczuchą. Nienawidzę Cię.
Powiedziałam sama do siebie. Jestem po prostu utopiona w kłamstwie. Westchnęłam głośno. Przebrałam się, przemyłam tylko twarz i wróciłam do Justina. Chłopak leżał już w łóżku.
- Justin? – powiedziałam cicho. I przyglądałam mu się. Chłopak poklepał lekko miejsce obok siebie.
- Połóż się obok mnie. – wymruczał. Posłuchałam go i położyłam się obok. Chłopak przykrył mnie. Poczułam jego dłoń na moim biodrze. Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
***
Obudziłam się. Obok nie było już Justina. Usiadłam na łóżku i rozgarnęłam się po raz setny po pomieszczeniu. Mój wzrok od razu zawisł na pięknym widoku za oknem. Jejku, czy ten chłopak zna same takie przepiękne miejsca. Usłyszałam kichnięcie, na co się zaśmiałam. Wstałam z łóżka i podeszłam do „barierki”. Ujrzałam Justina swobodnie krzątającego się po kuchni. Zeszłam na dół. Mój wzrok od razu wbił się w jego doskonalę wyrzeźbiona klatkę piersiową. Przeszedł mnie przyjemny dreszczyk, kiedy jego wzrok spotkał mój. Uśmiechnęłam się lekko.
- Dzień Dobry. – odezwał się bardziej zachrypniętym głosem niż wczoraj i położył dwa kubki na wysepce kuchni.
- Dobry. – usiadłam na wysokim krześle. – Nie wyglądasz za dobrze. – wzięłam w ręce kubek. Justin wzruszył ramionami i dosiał się do mnie.
- Ty za to wyglądasz bardzo dobrze i lepiej w moich ciuchach niż ja sam. – uśmiechnął się, jejku ma śliczny uśmiech. . Spojrzałam na siebie. Co prawda miałam na sobie jego bluzkę i spodenki, ale nie wyglądałam w tym jakoś specjalnie. Przecież to wszystko na mnie wisiało. Miałam wrażenie, że te spodenki zaraz spadną mi z dupy. Poczułam, że zaczynam się rumienić, więc spuściłam głowę na dół i próbowałam zakryć się włosami. Ogarnęła nas miła cisza, ale Justin ją przerwał kichnięciem.
- Na zdrowie. – zaśmiałam się. Muszę przyznać słodko kicha. – Przeziębiłeś się. – powiedziałam biorąc łyka herbaty.
- Niestety. – wziął kubek i poszedł. Zaśmiałam się sama do siebie. Spojrzałam przez okno. Pogoda dzisiaj nie była za ładna. Hah, oni tam marzną, a ja tutaj sobie piję gorącą herbatę. Znaczy się piłam, bo już mi się skończyła. Nawet nie wiem kiedy ją wypiłam. Postanowiłam pójść zobaczyć, gdzie poszedł Justin, coś cicho tutaj. Zwinnie zeskoczyłam z krzesła. Popatrzyłam na kanapę, tam go nie było. Czyli muszę iść na „górę”. Weszłam na palcach po schodach. No i znalazłam zgubę, leżał na łóżku, opatulony kołdrą aż po sam czubek nosa. Moje kąciki ust od razu uniosły się w górę.
- Jak się czujesz? – zapytałam siadając obok niego. Nie odpowiedział mi, udawał, że śpi, ale nie wychodziło mu to, bo widziałam, że się śmiał. Wzięłam poduszkę i go uderzyłam.
- Za co? – zapytał zaskoczony. Też mu nie odpowiedziałam, tylko znowu go uderzyłam. Justin złapał mnie w talii i położył na łóżku. Zaczął mnie łaskotać. Normalną osobę bym zabiła, bo nienawidzę tego. Ale go? W życiu.
- Ok. Już przestań. – wyprosiłam, między przerwami śmiechu. Justin posadził mnie na swoich kolanach. Gdzie ja owinęłam nogi wokół jego talii. Popatrzyłam mu w oczy. W moim brzuchu odegrała się trzecia wojna światowa. Justin znowu kichnął. Słodko się zaśmiałam. Chłopak popatrzył na mnie srogo, po czym dał mi buziaka w nos.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Chciałam zejść z kolan chłopaka, ale on mi na to nie pozwolił.
- Nie ma nas. Ciii. – palcem przykrył sobie usta.
– To może być coś ważnego. – powiedziałam i zeszłam z jego kolan. Justin wywrócił tylko oczami i leniwie zszedł na dół. Przekręcił kluczykiem i otworzył dębowe drzwi.
- Czego? – zapytał osoby stojącej przed drzwiami.
- Louis… 

***
Hej Kochani ! ;) 
Przepraszam, że dopiero teraz, ale po prostu nie miałam laptopa. 
Miejmy nadzieję, że następny rozdział się wam podoba i zostawicie po sobie jakiś znak. Bardzo bym się cieszyła. 

Dowiedziałam się dzisiaj, że jeden z moich ulubionych aktorów nie żyje, Paul Walker. 
Jest mi strasznie źle i nie mogę nadal w to uwierzyć, więc zrób to dla men

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz